Parafia Rogaszyce – Kochłowy


Liturgia dnia

Naszą stronę zobaczyło
3646
odwiedzających

Data

31 lipca 2015

Cytat dnia

"Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła"

In vitro w prawie czy do naprawy?24 lipca 2015

dr n. społ. Błażej Kmieciak*

Uchwalenie ustawy o in vitro paradoksalnie powodować może powstrzymanie badań skupionych na poznaniu przyczyn niepłodności. A to tylko jeden z wielu problemów, jakie to prawo generuje.

In vitro w prawie czy do naprawy? JAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆ Uchwalenie ustawy o in vitro paradoksalnie powodować może powstrzymanie badań skupionych na poznaniu przyczyn niepłodności

W trakcie spotkania z dziennikarzami 22 lipca Prezydent Bronisław Komorowski zwracał uwagę, że podpisana przez niego ustawa o leczeniu niepłodności jest kolejnym prawnym kompromisem dotyczącym trudnych spraw światopoglądowych. Czy Prezydent ma rację?

Z całą pewnością podpisanie omawianej ustawy kończy etap prac legislacyjnych zmierzających do uregulowania w Polsce technik wspomaganego rozrodu. Będą one obecnie finansowane przez Państwo. Skorzystać z nich będzie mogła w zasadzie każda para damsko-męska, która od min. roku starała się o dziecko. Czy jednak uchwalona ustawa jest faktycznie połączeniem szczególnych racji, które prezentują przeciwnicy i przeciwnicy metody „na szkle”?

Z całą pewnością i jedni i drudzy dążyli do zakończenia, jak to określił prezydent Komorowski, „wolnej amerykanki” w zakresie metod sztucznego zapłodnienia. Warto jednak zauważyć, że przedstawiciele dwóch wspomnianych grup od roku zwracają uwagę na wyraźne luki w ustawie. Po pierwsze akt ten nie dotyczy metod leczenia niepłodności, ale skupia się na in vitro. Wspomnianą uwagę zgłosiło Polskie Towarzystwo Ginekologiczne już rok tomu. W kolejnych projektach dodano kilka ogólnie sformułowanych przepisów wyjaśniających, jakie są obecnie metody leczenia niepłodności. Znaczna większość artykułów ustawy dotyczy jednak tylko i wyłącznie metody in vitro.

W podpisanym przez Prezydenta dokumencie zwracano ponadto uwagę na niekonstytucyjność przepisów pozwalających na;

– Staranie się o dziecko przez związki partnerskie (prawo dziecka do wychowania w rodzinie)

– Korzystanie z przekazanych przez anonimowych dawców komórek rozrodczych oraz zarodków (prawo dziecka do tożsamości oraz ochrony zdrowia)

– Niszczenie zarodków nie zdolnych do dalszego rozwoju (prawo dziecka on życia),

Uwagi te zgłaszali nie tylko przedstawiciele reprezentujący konserwatywną stronę sporu, ale również; walczące o legalizację in vitro Stowarzyszenie „Nasz Bocian”), Minister pracy i polityki społecznej, Sąd Najwyższy oraz senacka komisja zdrowia. Ostatnie gremium dwukrotnie wnioskowało o odrzucenie w całości proponowanej przez rząd ustawy.

Widząc od kilku miesięcy uporczywe wręcz staranie się o uchwalenie podobnych przepisów nie ma wątpliwości, iż ustawa o in vitro (w taki sposób prezentowana jest w mediach) jest realizacją liberalnego ujęcia problematyki zapłodnienia pozaustrojowego.

Nie ulega najmniejsze wątpliwości, iż dzięki wprowadzonym przepisom dla części małżeństw oraz związków partnerskich pojawi się możliwość podjęcia starań o poczęcie się dziecka. W tym miejscu uwidacznia się jednak kilka obaw.

Uchwalenie ustawy z podobnym kształcie paradoksalnie powodować może de facto powstrzymanie badań skupionych na poznaniu przyczyn niepłodności oraz działań terapeutycznych mających je zlikwidować. Jak wskazują ginekolodzy i androlodzy zajmujący się omawianymi metodami, wiemy, iż ich celem nie jest likwidacja przyczyn „braku dziecka”, ale doprowadzenie do „pojawienia się owego dziecka”. Tym samym część rozwijających medycynę poszukiwań zostanie przerwana. Medyczna perspektywa skłania również do zwrócenia uwagi, iż pojawiać się będzie coraz większa grupa osób, u których lekarz nie będzie miał możliwości przeprowadzenia dokładnego wywiadu rodzinnego. Anonimowość dawców zarodków lub komórek rozrodczych powoduje, iż sprawdzenie, czy np problemy reumatoidalne danej osoby przypominają swym obrazem klinicznym te, które doświadczała np mama pacjenta będzie niemożliwe. Pojawiają się również w tym kontekście trudności psychologiczne. Dziecko do końca swojego życia nie będzie znało swoich biologicznych rodziców. Nie będzie miało również dostępu do dotyczących istotnych z racji tożsamości danych.

Prawne oblicze wspomnianego problemu dostrzegli już sądy w Niemczech, które zwróciły uwagę, że prawo dziecka do wiedzy na temat własnej osoby stoi wyżej niż uprawnienie dawcy do zachowania anonimowości.

Wyrażona przez prezydenta Bronisława Komorowskiego opinia dotycząca kompromisu jest niestety całkowicie chybiona. W przyjętej ustawie nie ma bowiem żadnych rozwiązań, które produkowane były przez przeciwników metody in vitro. Z perspektywy prawnej szczególnie niepokojące jest utrzymanie przepisu, który wprowadza kary za niszczenie zarodków, ale wyłącznie tych, które są zdolne do dalszego rozwoju. Bez względu na stosunek do technik wspomaganego rozrodu należy zaznaczyć, że podobne prawne rozwiązania stanowią de facto legalizację eliminacji istot ludzkich od chwili ich poczęcia. Warto dodać, że istoty te w myśl ustawy o rzeczniku praw dziecka nazywamy dziećmi.

* autor jest pracownikiem naukowym Zakładu Prawa Medycznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Prowadzi dział Bioetyka portalu biotechnologia.pl

za: www.gosc.pl

Zaproszenie!!!22 lipca 2015

- plakat_koncert_ii.jpg

In vitro w danych Ministerstwa Zdrowia22 lipca 2015

In vitro nie leczy „bezpłodności”, tylko „bezdzietność”. Jeżeli spojrzeć na „cel” in vitro, czyli dziecko, to aby się mogło urodzić jedno dziecko, wydano blisko 338318 zł. (72,4 mln ÷ 214).

Francja ma na imię Vincent. Nie zabijajcie go!22 lipca 2015

Na kilka godzin przed odłączeniem od sondy żywieniowej Vincenta Lamberta, francuscy biskupi apelują do prezydenta, polityków i lekarzy w obronie jego życia.

Kazus Vincenta jest na pierwszych stronach gazet od wielu miesięcy. Jego historią żyje nie tylko Francja, ale i Włochy – tu pisze się, że to druga Eluana Englaro. Sprawa otarła się o instytucje europejskie na najwyższym sądowym szczeblu.

38 letni mężczyzna, z zawodu pielęgniarz, w 2008 r. uległ wypadkowi  na motorze. Od tego czasu żyje on w tzw. stanie minimalnej świadomości: reaguje na bodźce, rusza oczami, płacze, odczuwa ból, co wyróżnia ten stan od stanu wegetatywnego. Vincent przebywa w szpitalu w Reims. O odłączenie go od sądy żywieniowej walczy od kilku lat jego żona Rachela i bracia. Powołują się przy tym na istniejące we Francji od 2005 roku tzw. prawo Leonettiego, które daje możliwość wnioskowania o zakończenie życia osoby bliskiej, której terapia nie daje żadnych skutków i można określić ją jako uporczywą. Takiemu rozwiązaniu stanowczo sprzeciwiają się rodzice Vincenta. Ich syn nie jest bowiem w stanie wegetatywnym, czyli nie można go określić jako roślinę, nie jest stosowana wobec niego uporczywa terapia.

Sprawa najpierw dostała się na wokandę francuskich sądów, które dały zielone światło na odłączenie żywienia Vincenta. Wobec sprzeciwu rodziców, trafiła dalej do Trybunału w Strasburgu, gdzie przy siedmiu głosach, przeciw pięciu, potwierdzono werdykt francuski.
Od miesięcy na francuskich ulicach i placach pojawiają się marsze w obronie życia Vincenta. Do publicznej debaty włączyli się też francuscy biskupi. Dziewięciu z nich, w tym m.in. metropolita Lyonu, kard. Philippe Barbarin pisze w liście do prezydenta, polityków i lekarzy:
„W ciągu kilkudziesięciu godzin lekarz zadecyduje o śmierci swojego pacjenta. – piszą biskupi.

– Vincent tymczasem nie jest ani w stanie braku świadomości, ani nie jest poddany intensywnej i uporczywej terapii. Jego odżywianie jest jedynie znakiem szacunku i respektowania życia, którego tajemnica wymyka się ludzkiej percepcji i nie może znaleźć się w rękach żadnego innego człowieka. Jeden nie ma prawa decydować o życiu drugiego”.

Biskupi podkreślają, że nie chodzi już tu tylko o przykazanie „nie zabijaj”, ale że trzeba rozwinąć jego treść i powiedzieć sobie: „nie masz prawa człowieku decydować o końcu życia żadnego innego człowieka”. W przypadku Vincenta powstaje pytanie: „jeśli zrezygnujemy z podstawowych praw człowieka do życia, jaki sens będzie miał zawód lekarza? Jak lekarz, który zadecyduje o końcu życia pacjenta, będzie mógł dalej realizować przysięgę Hipokratesa?”
Odwołując się do sentencji Trybunału w Strasburgu przypominają, że pięciu sędziów zdecydowanie przeciwstawiło się zabiciu Vincenta. Czy siedmiu, którzy optowali za odłączeniem Francuza od sondy „ma być głównym rozgrywającym i sumieniem Europy”?

Biskupi dodają: „Vincent Lambert stał się symbolem najbardziej wrażliwej części życia, które okazuje się być główną osią niezgodny naszego społeczeństwa. Nasz brat Vincent żyje i nie jest w sytuacji końca życia. Dwa ośrodki we Francji zgłosiły chęć objęcia opieką Vincenta. Rodzice także chcą jego życia. Komu zależy na jego śmierci?”.
W ten czwartek, a więc 23 lipca, dr Daniela Simon, która opiekuje się Vincentem wyznaczyła spotkanie rodziny w szpitalu. Wtedy zapadnie ostateczna decyzja.

za: www.gosc.pl

Wyrok śmierci Asii Bibi skasowany! Walka trwa22 lipca 2015

Choć nadal grozi jej kara śmierci, Sąd Najwyższy nakazał zbadanie sprawy na nowo.

Wyrok śmierci Asii Bibi skasowany! Walka trwa XOEDITIONS Asia Bibi

Bardzo dobra wiadomość dotarła z Pakistanu: Sąd Najwyższy tego kraju uznał, że w czasie procesu Asii Bibi, w wyniku którego pakistańska chrześcijanka została skazana na śmierć, zarówno w sądzie I jak i II instancji wystąpił szereg błędów i nieprawidłowości, które mogły w istotny sposób wpłynąć na decyzję sądu. W związku z tym wydany w październiku ubiegłego roku wyrok śmierci zostaje unieważniony, a sprawa zostanie zbadana na nowo.

Nie oznacza to, że Asia Bibi jest już bezpieczna. Oskarżenie o bluźnierstwo jest wciąż aktualne, jednak proces zostanie przeprowadzony jeszcze raz, od podstaw, przez Sąd Najwyższy.

O decyzji sądu organizacje Citizen.go poinformowali najbliżsi prześladowanej Pakistanki.

Bibi mogłaby już dziś opuścić więzienie, jednak nie może opuszczać kraju. Z tego powodu oskarżona i jej rodzina podjęli decyzję, że czas do kolejnej rozprawy (której termin jest dotąd nieznany) pozostanie w więziennej celi, gdyż, gdyby ją opuściła, najprawdopodobniej dokonano by na niej samosądu.

Magdalena Korzekwa z Citizen.go poinformowała nas, że MSZ Hiszpanii przygotowało już wizy dla Asii Bibi i jej rodziny, aby w razie uniewinnienia kobiety prześladowani jak najszybciej mogli opuścić Pakistan.

za:www.gosc.pl

 

Komunikat Prezydium Konferencji Episkopatu Polski22 lipca 2015

po podpisaniu przez Prezydenta RP ustawy dotyczącej procedury ,,in vitro”

Warszawa, 22 lipca 2015 r.

Po podpisaniu ustawy dotyczącej procedury „in vitro” wyrażamy nasze najgłębsze rozczarowanie i głęboki ból. W tych okolicznościach pragniemy raz jeszcze przypomnieć nauczanie Kościoła:

„Jeżeli chodzi o leczenie bezpłodności, nowe techniki medyczne powinny uszanować trzy podstawowe dobra:

a) prawo do życia i do integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej od poczęcia aż do naturalnej śmierci;
b) jedność małżeństwa, pociągającą za sobą wzajemne poszanowanie prawa małżonków do stania się ojcem i matką wyłącznie dzięki sobie;
c) specyficznie ludzkie wartości płciowości, które «wymagają, by przekazanie życia osobie ludzkiej nastąpiło jako owoc właściwego aktu małżeńskiego, aktu miłości między małżonkami». Techniki przedstawiane jako pomoc do przekazywania życia «nie dlatego są do odrzucenia, że są sztuczne. Jako takie świadczą o możliwościach sztuki medycznej, jednak powinno się je oceniać pod kątem moralnym w odniesieniu do godności osoby ludzkiej, wezwanej do realizacji powołania Bożego, w darze miłości i w darze z życia».

W świetle takiego kryterium należy wykluczyć wszelkie techniki sztucznego zapłodnienia heterologicznego oraz techniki sztucznego zapłodnienia homologicznego, zastępujące akt małżeński” (Dignitas personae, 12).

Odpowiedzialność moralna za to, co się stało spada na prawodawców, którzy poparli i zatwierdzili prawo dopuszczające stosowanie metody „in vitro” i na zarządzających instytucjami służby zdrowia, w których stosuje się te techniki. Trzeba też wspomnieć o zorganizowanym sprzysiężeniu, ogarniającym także instytucje międzynarodowe, fundacje i stowarzyszenia, które prowadzą programową walkę o legalizację i rozpowszechnienie tej metody. W tym sensie problem „in vitro” wykracza poza sferę odpowiedzialności poszczególnych osób, a zło przez nie wyrządzone przyjmuje daleko idący wymiar społeczny. Ojciec święty Jan Paweł II w Liście do Rodzin pisał: „stajemy tu wobec olbrzymiego zagrożenia nie tylko poszczególnego jednostkowego życia ludzkiego, ale całej naszej cywilizacji”.

Poszanowanie życia jako daru Boga wymaga niekiedy decyzji odważnych i sprzecznych z dominującym nurtem – powiedział  papież Franciszek do Stowarzyszenia Włoskich Lekarzy Katolickich (Rzym, 15.11.2014 r.). Papież zdecydowanie odrzuca różne formy „fałszywego współczucia”, promującego aborcję, eutanazję, zapłodnienie „in vitro” oraz wykorzystywanie istnień ludzkich do przypuszczalnego ocalenia innych.

W trosce o najbardziej bezbronne istnienia ludzkie oraz w duchu odpowiedzialności przed Bogiem za sumienia powierzonych nam wiernych mamy obowiązek jeszcze raz przypomnieć, że – podobnie jak w przypadku aborcji – katolicy nie mogą stosować „in vitro”, m.in. dlatego, że kosztem urodzin jednej osoby ludzkiej niszczone są inne nienarodzone dzieci.

W tej sytuacji zwracamy się do katolików oraz do wszystkich ludzi dobrej woli, aby chronili każde życie ludzkie od chwili poczęcia, otaczając również opieką osoby narodzone przy zastosowaniu metody „in vitro”.

Zachęcamy małżonków, którzy pragną potomstwa, aby podjęli metody leczenia niepłodności, które są godziwe z punktu widzenia moralnego. W przypadku niemożności zrodzenia potomstwa, Kościół zachęca do adopcji sierot, które dla odpowiedniego rozwoju ludzkiego potrzebują ogniska domowego (por. Dignitas personae, 13).

/-/ Abp Stanisław Gądecki
Metropolita Poznański
Przewodniczący KEP

/-/ Abp Marek Jędraszewski
Metropolita Łódzki
Zastępca Przewodniczącego KEP

/-/ Bp Artur G. Miziński
Sekretarz Generalny KEP

za:www.episkopat.pl

Prof. Stępkowski: Prezydentowi zabrakło odwagi, by upomnieć się o godność każdego człowieka22 lipca 2015

Prof. Stępkowski: Prezydentowi zabrakło odwagi, by upomnieć się o godność każdego człowieka

Szkoda, że Prezydentowi zabrakło odwagi, by upomnieć się o godność każdego człowieka, także najsłabszego – uważa prawnik Aleksander Stępkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Skomentował on dzisiejszą decyzję prezydenta Bronisława Komorowskiego o podpisaniu ustawy o zapłodnieniu pozaustrojowym in vitro.

Podajemy komentarz profesora Aleksandra Stępkowskiego:

Decyzja prezydenta nie jest zaskoczeniem, chociaż budzi głębokie rozczarowanie. Słuszny zarzut naruszania godności ludzkiej przez przepis pozwalający na pobranie gamet od osób nie będących w stanie wyrazić na to świadomej zgody jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Naruszanie godności człowieka przez tę ustawę, zwłaszcza godności dzieci na najwcześniejszym etapie rozwoju, jest znacznie bardziej poważnym problemem.

Problemów tych jest w tej ustawie więcej z punktu widzenia Konstytucji RP, jednak te są najbardziej jaskrawe, ponieważ godzą w absolutnie chronioną przez ustawę zasadniczą godność człowieka, która jest właściwością przyrodzoną człowieka, a zatem przysługuje każdemu z nas niezależnie od etapu rozwoju, na którym aktualnie się znajdujemy.

Od momentu, w którym powstaje byt ludzki o odrębnej tożsamości genetycznej, od tego samego momentu godność człowieka jest chroniona konstytucyjnie. Dlatego ustawowe wyłączanie spod tej ochrony ludzi na najwcześniejszym etapie rozwoju, tych, którzy są najsłabsi i najbardziej bezbronni, jest wyjątkowo przedmiotowym sposobem ich traktowania.

Szkoda, że prezydentowi zabrakło odwagi, by upomnieć się o godność każdego człowieka. Upomniał się, i to też w sposób mało zdecydowany, podpisując ustawę, jedynie o godność tych, którzy są i tak lepiej chronieni od dzieci na najwcześniejszym etapie rozwoju.

za: www.pch24.pl

Smutny dzień: polityka bez sumienia22 lipca 2015

Internetowe komentarze po podpisaniu ustawy o in vitro.

W internecie zawrzało po tym, jak prezydent ogłosił swoją decyzję o podpisaniu ustawy o in vitro i skierowaniu jednego z jej punktów do Trybunału Konstytucyjnego.

Dorota Gawryluk, skomentowała, że smutny to dzień, w którym dowiadujemy się, że polityka i sumienie nie mają ze sobą nic wspólnego. Nawiązała w ten sposób do stwierdzenia prezydenta, że jest prezydentem ludzi, a nie ich sumień.

Jarosław Gowin napisał, że Bronisław Komorowski kończy jako prezydent, który zadrwił z konstytucji. Jarosław Gowin jeszcze przed przegłosowaniem przez Sejm ustawy o in vitro zwracał uwagę w dyskusji, że w obecnym kształcie to prawo wybiórczo podchodzi do konstytucyjnej zasady ochrony życia ludzkiego. Jeśli w ustawie zarodki są traktowane jak zlepek komórek, a nie człowiek na najwcześniejszym etapie rozwoju, to możliwe będą nadużycia. Ustawa o in vitro, jak tłumaczył, będzie też wstępem do eugeniki.

Jeszcze ostrzej decyzję prezydenta skomentował Tomasz Terlikowski, który stwierdził, że prezydent prawdopodobnie wyłączył się z Kościoła i wziął na siebie odpowiedzialność za śmierć tysięcy ludzi.

Jan Bury z PSL w komentarzu dla TVP Info stwierdził, że dla jego klubu kwestia in vitro nie była tą kluczową. Nie było też w PSL dyscypliny w tej sprawie. Każdy głosował, kierując się własnym sumieniem. Zwrócił również uwagę, że ta ustawa nie jest dana raz na zawsze i jeśli pojawi się wola polityczna, by ją zmienić, to może zostać znowelizowana.

za: www.gosc.pl

In vitro podpisane22 lipca 2015

Prezydent Komorowski podpisał ustawę o leczeniu niepłodności. Skieruje ją do TK.

Bronisław Komorowski wyjaśniając swoją decyzję, tłumaczył, że nie jest i nie chce być prezydentem ludzkich sumień. Mówił, że polskie prawo nie może wpływać na ludzkie sumienia i zmuszać nikogo do określonych decyzji. Prezydent powiedział, że jest przeciwnikiem prawnego regulowania sumień Polaków, wśród których są ludzie o różnych wrażliwościach.

Dodał, że jest zwolennikiem kompromisu politycznego, który – jego zdaniem – nie oznacza kompromisu moralnego, gdyż każdy człowiek podejmuje wybory moralne we własnym sumieniu.

Zwrócił uwagę, że zadaniem prezydenta jest m.in. pilnowanie, by stanowione prawo było zgodne z ustawą zasadniczą. Dlatego po podpisaniu ustawy o in vitro prześle ją do Trybunału Konstytucyjnego, by sprawdzić, czy zgodny z konstytucją jest zapis pozwalający na pobieranie komórek rozrodczych bez świadomej zgody dawcy.

Ocenił, że debata na temat ustawy o in vitro była żenująca i przykra dla rodzin posiadających dzieci z in vitro i dla tych, którzy w przyszłości będą chcieli poddać się tej procedurze.

za: www.gosc.pl

Ordo Iuris: przyjęcie ustawy o tzw. uzgodnieniu płci grozi poważnymi konsekwencjami21 lipca 2015

Ordo Iuris: przyjęcie ustawy o tzw. uzgodnieniu płci grozi poważnymi konsekwencjami

fot.Grzegorz Kozakiewicz/FORUM

To jest problem, który nie dotyczy wielkiej liczby osób, ale jesteśmy także od rozwiązywania problemów trudnych, czasami nie dla wszystkich zrozumiałych – uznała marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, pytana o stanowisko Platformy Obywatelskiej w sprawie lewicowego projektu ustawy „o uzgodnieniu płci”, który będzie dziś omawiamy przez posłów. Ten kontrowersyjny projekt wprowadza zmiany, które mogą realnie prowadzić do destabilizacji norm społecznych, m.in. uzależnia możliwość zmiany płci wyłącznie od prywatnych odczuć osoby zainteresowanej – informuje Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

Projekt ustawy „o uzgodnieniu płci” został przyjęty 9 lipca przez połączone sejmowe komisje zdrowia oraz sprawiedliwości. Na rozpoczętym we wtorek (21 lipca) 97. posiedzeniu Sejmu mają się nim zająć posłowie.

Pytana o to, jak ustosunkują się do niego parlamentarzyści PO, Małgorzata Kidawa-Błońska stwierdziła: „Mogę odpowiadać za to, jak ja zagłosuję. Wiem, że to jest problem, z którym spotykają się obywatele naszego kraju. Może nie dotyczy to wielkiej liczby osób, ale jest to problem, który w jakiś sposób musimy uregulować. Nie możemy udawać, że tego problemu nie ma”.

Jak dodała, po zapoznaniu się ze stanowiskiem sejmowych komisji zastanowi się, jaki głos oddać w tej sprawie. – Każdy musi sam przeczytać dokument i wiedzieć, że jesteśmy także od rozwiązywania trudnych, czasami nie dla wszystkich zrozumiałych problemów – uznała marszałek Sejmu.

Tymczasem Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” wskazuje na groźne konsekwencje w przypadku przyjęcia takiej ustawy.

Oficjalnie projekt przedstawiano jako służący rozwiązaniu problemów osób cierpiących na transseksualizm. Projekt był prezentowany jako ułatwienie dla nader wąskiej grupy osób cierpiących na zaburzenia tożsamości płciowej i stworzenie podstawy prawnej dla ustawowego usankcjonowania oraz ułatwienia zmian wpisu o płci w aktach stanu cywilnego. Zmiany te były postulowane przez organizacje LGBT oraz przez Rzecznika Praw Obywatelskich.

Projekt, który dopiero co wyszedł z komisji, w istotny sposób odbiega od deklarowanych początkowo intencji. Przede wszystkim, nie tylko osoby cierpiące na zaburzenia tożsamości płciowej będą mogły skorzystać z przepisów projektowanej ustawy i dokonać zmiany w aktach stanu cywilnego dotyczącej płci. W komisji przeforsowano projekt ustawy w kształcie wprowadzającym systemowe zmiany, które realnie mogą prowadzić do destabilizacji norm społecznych oraz regulacji prawnych potwierdzających obiektywny, dychotomiczny podział ludzi na kobiety i mężczyzn.

Projektowana ustawa de facto na nowo definiuje pojęcie płci, bowiem uzależnia możliwość jej zmiany wyłącznie od prywatnych odczuć osoby zainteresowanej. Traci zatem jakiekolwiek znaczenie cały biologiczny, zobiektywizowany wymiar ludzkiej płciowości.

Ustawa będzie miała zastosowanie nie tylko do osób cierpiących na transseksualizm, ale także do wszystkich, których zaburzenia tożsamości płciowej pozwalać będą na kwestionowanie wpisów metrykalnych. Chodzić będzie zwłaszcza o osoby transgenderyczne, podejmujące praktyki homoseksualne lub transwestytów, ale również osoby cierpiące na schizofrenię lub chorobę afektywną dwubiegunową objawiające się właśnie w zaburzeniach tożsamości płciowej.

Projekt stwarza też możliwość zacierania różnic między poszczególnymi typami zaburzeń, pozwalając na różne klasyfikowanie poszczególnych osób. W celu dokonania zmiany płci wystarczające będzie przedstawienie dwóch orzeczeń od dowolnie wybranych seksuologów (lekarza lub psychologa) lub psychiatrów. Projekt nie stwarza żadnych wymogów co do wyglądu zewnętrznego, nawet dokonania drobnych zabiegów kosmetycznych, o interwencjach operacyjnych nie wspominając.

W efekcie, wygląd fizyczny będzie całkowicie pozbawiony znaczenia przy rozpatrywaniu ludzkiej płciowości. Co więcej, uczestnikami postępowania nie będą mogły być inne osoby niż wnioskodawca, co uniemożliwia ochronę praw np. małoletnich dzieci osoby wnioskującej o zmianę płci. Wreszcie kompetencje sądu zostały drastycznie ograniczone przez sprowadzenie jego roli do badania kompletności dokumentów. Sąd będzie jedynie zatwierdzał zmianę płci według życzenia wnioskodawcy.

Wprowadzenie proponowanych zmian będzie prowadzić nie tylko do zasadniczej destabilizacji systemu prawnego, ale też umożliwi praktyki społecznie patologiczne. Wyjątkowa łatwość zmiany płci metrykalnej grozi przede wszystkim nadużyciami w kontekście instytucji małżeństwa. Łatwo bowiem sobie wyobrazić, jak po zmianie płci opartej jedynie o poświadczone przez dwóch lekarzy osobiste odczucia jednostki, będzie mogła ona wstąpić w związek małżeński z osobą formalno-prawnie płci przeciwnej, ale jednak pod względem fizycznym, genetycznym, a nawet społecznym tej samej płci.

Tak ukształtowane przepisy będą godzić w konstytucyjną ochronę instytucji małżeństwa, jaką przewiduje art. 18 Konstytucji – przypomina Instytut „Ordo Iuris”.

za: www.pch24.pl

To się dzieje!!!19 lipca 2015

W „Wiadomościach” cisza o narodowych rekolekcjach na stadionie. TVN wspomina, ale manipuluje. Skąd ten knebel?

Fot. wPolityce.pl

Telewizja Polska już nawet nie udaje, że próbuje się wywiązywać z misyjności. 40 tysięcy ludzi na narodowych rekolekcjach „Jezus na Stadionie” to dla niej temat nie warty podjęcia. Co innego Marsz Równości czy inna impreza mniejszości seksualnych. Te były informacją dnia.

Z wczorajszych (18 lipca) „Wiadomości” można się było dowiedzieć o pijanych sternikach, pożarze na autostradzie w Kalifornii, hajlowaniu 7-letniej księżniczki, a dziś królowej – Elżbiety, procesie wybudzania chorych ze śpiączki i o rekonstrukcji Bitwy pod Grunwaldem. Zacnie. Tyle, że o rekolekcjach „Jezus na Stadionie” ani słowa! Dlaczego? Bo narodowe? Bo katolickie, a przy tym piękne, radosne i żywe? Może zbyt żywe? W końcu Kościół kreowany przez media to martwota, duchota i margines. Gdyby pokazać te dziesiątki tysięcy roześmianych, rozmodlonych, pięknych, mądrych i świadomych twarzy, mogłoby nie pasować do układanki. Zwłaszcza, że ogromna część to młodzi, do tego z dziećmi.

TVN rekolekcje pokazał. Może próbuje się przed nowym właścicielem wykazać z realizowania misji Jana Pawła II. Tyle, że pokazał po swojemu – manipulując. Już we wstępie o. Johna Bashoborę nazwano kapłanem kontrowersyjnym. Na czym owa kontrowersyjność miałaby polegać już nie dodano. Widocznie TVN-owski wzorzec kapłana to ks. Kazimierz Sowa po cywilu wymądrzający się na wizji  we wszelkich możliwych sprawach – od polityki międzynarodowej po ekonomię. Cóż, redaktorzy przyzwyczajeni do takich standardów mogą być rzeczywiście zdziwieni rozmodleniem zaczytanego w Słowie Bożym kapłana.

Kiedy każe, wszyscy podnoszą ręce. Jedno jego słowo i cały stadion milknie

— gorączkowała się redaktor Katarzyna Górniak w swojej gorącej relacji ze Stadionu.

Wierzą, że kaznodzieja z Afryki w imieniu Boga nawraca, uzdrawia a nawet wskrzesza

— mówiła. Jako że kamera TVN żadnych wskrzeszeń nie zarejestrowała, postanowiła inaczej podbić swoją tezę o „kontrowersyjności” o. Bashobory. Wmontowała zdjęcia mężczyzny wynoszonego na noszach przez sanitariuszy dwa lata temu i zaalarmowała, że „w ubiegłych latach kazaniom księdza Bashobory towarzyszyły krzyki, spazmy i omdlenia”. Strach się bać. Aż dziw, że nie padło nic o PiSie, który  po wygranych wyborach urządzi tak katolickie państwo, że trzeba będzie ludzi z kościołów karetkami wywozić. Nie było też nic o mieszaniu się Kościoła do polityki, widocznie redaktorzy wyszli za ze stadionu za wcześnie.

A „mieszanie się” owszem było i to w najlepszym wydaniu. W taki sam sposób „mieszali się” polscy królowie odpowiedzialni za wzrost duchowy swojego narodu. 40 tysięcy ludzi modliło się za Ojczyznę, powierzając ją w opiekę Duchowi Świętemu. Modlili się o światło dla rządzących, by podejmowali odpowiedzialne decyzje. Modlili się o dar mądrości dla Polaków, by odpowiedzialnie wybrali nowy parlament. Modlili się też za media i dziennikarzy o światło prawdy. Wołano o wszystkie dary Ducha Świętego, by odmienił oblicze „TEJ Ziemi”. Modlili się o mądrość dla obecnego prezydenta, przed którym stoją ważne decyzje ustawowe, ale i dla prezydenta – elekta, by służył odpowiedzialnie narodowi.

Ojciec Bashobora od kilku lat ewangelizuje w Polsce, dzięki czemu zdążył dobrze poznać problemy Polaków.

Czasem słyszycie jak inni ludzie nas prowokują: „jesteście moherami”. Mamy być moherami! Jesteśmy silni w naszej wierze, nie naszą mocą ale mocą Ducha Świętego. (…) Nie zaprzeczaj, że jesteś moherem. Musisz być moherem, żebyś nie wysechł!

— mówił podczas jednej z konferencji. Wielokrotnie nawiązywał też do problemu niepłodności, z jakim borykają się Polacy. Dotknął wszystkich ważnych dla Polski spraw, powierzając je Bogu. Dwa lata temu pisałam, że to narodowe wylanie Ducha. Podtrzymuję. Każdy zakątek naszej Ojczyzny został omodlony. Każda sprawa oddana Bożej Opatrzności. O. Bashobora omodlił wszystkich – od polityków wszelakich opcji po policję, wojsko i granice naszego kraju. Z takiej gorliwej modlitwy dziesiątek tysięcy ludzi wypłynąć może tylko źródło błogosławieństw.

Będą też ataki. Wracając ze stadionu do metra, w tej ogromnej fali ludzi usłyszałam rozmowę kilku nastoletnich chłopców. Stwierdzili, że po pierwszych rekolekcjach „Jezus na Stadionie” w 2013 roku nastąpiło wiele dobrych zmian, stanowiących owoc tego spotkania. – To stąd te ataki, ta nagonka na abp Hosera. Szatan się mścił. Ciągle w mediach na niego najeżdżali. Nie widziałem ani jednego zdjęcia na którym by się uśmiechał. Wybierali same posępne. Dopiero dzisiaj zobaczyłem go radosnego – mówili do siebie. Nie mieli więcej, niż 16, 17 lat. Ludzie naprawdę rozumieją więcej, niż sądzą niektóre centra medialne. Redaktorskim hejtem się tego nie zmieni. Polska weszła na drogę głębokiej odnowy. Ludzie zaczęli się dusić tą medialną mazią. Mówią „dość”. Coraz głośniej.

Wkrótce Sąd Najwyższy w Pakistanie zajmie się sprawą Asi Bibi17 lipca 2015

Wkrótce Sąd Najwyższy w Pakistanie zajmie się sprawą Asi Bibi

Na 22 lipca został wyznaczony termin rozprawy Asi Bibi przed pakistańskim Sądem Najwyższym. Pięć lat temu chrześcijanka z Pakistanu została skazana na karę śmierci za rzekome bluźnierstwo skierowane przeciwko Mahometowi. Od tego momentu przebywa w celi śmierci.

„Dziś przed południem odebrałam maila od bliskich Asi Bibi, którzy poinformowali, że termin rozprawy w Sądzie Najwyższym w Pakistanie w związku ze skazaniem Asi został wyznaczony na 22 lipca br.” – jak relacjonuje portal interia.pl poinformowała Magdalena Korzekwa z organizacji CitizenGo.

„Nie mam wątpliwości co do tego, że Asia Bibi żyje, bo świat się nią interesuje. Bliscy Asi Bibi, podając datę rozprawy, napisali: Prosimy Was całym sercem o Waszą modlitwę! Prosimy całą społeczność Europy o modlitwę i wsparcie, aby Sąd Najwyższy natychmiast uwolnił Asię Bibi” – opowiada Korzekwa. Dodaje również, że nacisk muzułmanów na to, aby Asia Bibi została zamordowana jest ogromny. Niedawno Ashiq Masih, mąż skazanej na śmierć, poinformował o tym, że wyznaczono nagrodę w wysokości do 4915 tysięcy dolarów za zabicie kobiety.

za: www.pch24.pl

Amerykańscy urzędnicy przeciwko „homomałżeństwom”. „Nie mam zamiaru żyć pod rządami tyranów”17 lipca 2015

Amerykańscy urzędnicy przeciwko „homomałżeństwom”. „Nie mam zamiaru żyć pod rządami tyranów”

W wyniku orzeczenia Sądu Najwyższego USA z 26 czerwca na terenie całego państwa należy dopuścić możliwość zawierania „małżeństw” przez homoseksualistów. Decyzja ta jednak spotkała się ze sprzeciwem wielu pracowników urzędów stanu cywilnego, powołujących się przy tym na klauzulę sumienia.
– Po decyzji Sądu Najwyższego zadzwoniło do mnie wiele par homoseksualnych domagających się ślubu. Wielu z nich tak naprawdę go nie potrzebuje, ale te osoby homoseksualne chcą aktu ślubu stricte ode mnie, żeby mnie zmusić do jego wydania. Z mediów wiedzą, że jestem chrześcijaninem, więc sprawa jest dla mnie kwestią sumienia  – mówi Casey Davis z amerykańskiego stanu Kentucky. Davis piastuje urząd odpowiednika polskiego starosty powiatowego, swoją funkcję sprawuje już drugą kadencję. Jego rodzina spotyka się z atakami lobby homoseksualnego:  – Codziennie jesteśmy obrażani i wyzywani, padają groźby pod naszym adresem, nawet takie, że nas zabiją. Nasze telefony teraz nieustannie dzwonią, chcą nas zastraszyć – podkreśla.
Aż 57 spośród 120 urzędników ze stanu Kentucky sprawujących tę samą funkcję co Davis zapowiedziało, że nie będzie udzielało „ślubów” homoseksualistom. – Od nikogo nie domagam się specjalnego traktowania, od Sądu Najwyższego też nie. Domagam się jednak, żeby nikt mi nie przeszkadzał w tym, abym mógł podążać za Bogiem, bym mógł żyć w wolności i w zgodzie ze swoim sumieniem – tłumaczy Davis. Podkreśla też: – Jeżeli zajdzie taka konieczność, to za swoje przekonania pójdę do więzienia. Urodziłem się jako wolny człowiek i chcę umrzeć jako wolny człowiek. Nie mam zamiaru żyć pod rządami tyranów. Ufam Bogu, mam sumienie i jeżeli życie w zgodzie z nim zaprowadzi mnie do więzienia, to niech tak będzie. Trzeba trwać przy wartościach, nawet jeżeli to kosztuje.

za: www.pch24.pl

Coraz ostrzejsze prześladowania chrześcijan w Chinach17 lipca 2015

Coraz ostrzejsze prześladowania chrześcijan w Chinach

By Abraham (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC-BY-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia Commons

Państwo środka znów walczy z chrześcijaństwem. Obecna sytuacja chińskich wyznawców Chrystusa jest najgorszą od czasów rewolucji kulturalnej w latach sześćdziesiątych XX wieku. Burzenie kościołów, usuwanie z nich krzyży, aresztowania wiernych czy więzienie duchownych to elementy polityki „sinizacji religii”.

Mimo prześladowań chrześcijaństwo w Chinach rozwija dynamicznie. Dzisiaj wierzących w Chrystusa jest tam już ponad 100 milionów a zdaniem specjalistów za piętnaście lat Państwo Środka może być największym skupiskiem wyznawców Jezusa na świecie. Jeśli prognozy się sprawdzą to w roku 2030 będzie ich tam prawie 250 milionów. W ten sposób Chiny zdeklasują pod tym względem takie ośrodki jak Brazylia, Meksyk i USA.

W tym roku prezydent Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping ogłosił program „sinizacji religii”. Komuniści chcą w ten sposób zwalczać w kraju zachodnie wpływy, których emanacją ma być wiara chrześcijańska. Związki wyznaniowe chcące działać na terenie Chin kontynentalnych muszą dostosować swoją symbolikę do chińskich zwyczajów. Nie mogą także zapominać o przodującej roli kompartii.

Walka z religią Chrystusową może być zemstą Komunistycznej Partii Chin. Gdy chrześcijaństwo rośnie w siłę struktury rządzącej organizacji tracą sympatyków. W ciągu ostatnich 10 lat odejść od niej miało aż 170 milionów osób. Dziś partia przegrywa ze wspólnotami chrześcijańskimi pod względem liczebności.

Niedawno władze przystąpiły do realizacji prezydenckiej strategii. Tylko 2 lipca usunięto krzyże z pięciu katolickich kościołów w prowincji Zhejiang. Pod ostrzałem są także zgromadzenia protestanckie. W czerwcu zbór w miejscowości Wenling (także w prowincji Zhejiang) został rozebrany pod pretekstem budowy autostrady. Wedle China Aid, organizacji monitorującej wolność religijną chrześcijan w Chinach, tamtejsi duchowni zgodzili się na likwidację świątyni pod przymusem.

Coraz częstsze są także przypadki niewyjaśnionych zaginięć chrześcijańskich aktywistów. Zhao Lizhong walczył o zachowanie krzyża na kościele w miejscowości Pingyuan. Został za to aresztowany a rodzina do dzisiaj nie ma z nim kontaktu. Ponadto służby organizują naloty na kościoły domowe a modlących się aresztują lub biją.

Zmarły w tym roku katolicki biskup Cosma Shi Enxiang spędził w swoim życiu 54 lata w więzieniach. Zdaniem jego krewnych duchowny mógł umrzeć w wyniku zagłodzenia lub pobicia. Taki los spotyka wielu księży w najludniejszym państwie świata.

za: www.pch24.pl

List Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski do Prezydenta RP17 lipca 2015

Warszawa, dnia 17 lipca 2015 r.

Abp Stanisław Gądecki
Metropolita Poznański
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski
Skwer Kard. S. Wyszyńskiego 6
01-015 Warszawa

Sz. P. Bronisław Komorowski
Prezydent Polski
ul. Krakowskie Przedmieście 48/50
00-071 Warszawa

Szanowny Panie Prezydencie,

jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej oraz Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski jak najserdeczniej proszę Pana Prezydenta o przekazanie Sejmowi do ponownego rozpoznania ustawy o tzw. „leczeniu niepłodności” lub skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego. W obu przypadkach jest to podyktowane powodami merytorycznymi, wynikającymi z niezgodności wspomnianej ustawy z Konstytucją RP, w tym z fundamentalnym prawem nakazującym bezwarunkową ochronę życia ludzkiego oraz poszanowanie przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka. Ten apel jest nie tylko moim prawem, ale i obowiązkiem.

Chciałbym podkreślić, że w kwestii procedury „in vitro” występują nie tylko dwie główne strony polemiki, tzn. jej przeciwnicy i zwolennicy. Jest jeszcze trzecia strona, którą próbuje się całkowicie pominąć i uprzedmiotowić. Tą trzecią stroną są dzieci nienarodzone. Im właśnie, tuż po poczęciu, odbiera się prawo do rozwoju, narodzin i godnego życia. W ten sposób traktuje się je nie jako osoby ludzkie, ale jako przedmioty, którymi można dowolnie dysponować.

Kościół katolicki broni prawa do życia także tej trzeciej strony, którą próbuje się społecznie wykluczyć i zmarginalizować.

Uczniowie Chrystusa winni być zawsze głosem tych, którym odmawiano praw i których godność deptano. Dlatego również w kwestii tak ważnej ustawy jesteśmy za globalizacją solidarności, a przeciw globalizacji wykluczania bezbronnych i słabych istot ludzkich jeszcze przed  ich narodzeniem.

 

Z wyrazami szacunku,
/-/ + Stanisław Gądecki
Arcybiskup Metropolita Poznański
Przewodniczący
Konferencji Episkopatu Polski

 

Oświadczenie25 czerwca 2015

Oświadczenie KEP po głosowaniu Sejmu RP nad rządowym projektem ustawy „o leczeniu niepłodności”

Warszawa, 25 czerwca 2015 r.

Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z wielkim smutkiem i rozczarowaniem przyjmuje wynik dzisiejszego głosowania Sejmu nad rządowym projektem ustawy „o leczeniu niepłodności”. W marcowym apelu biskupi wyrazili szereg zastrzeżeń do tego projektu, opierając się na wynikach naukowych badań medycznych. Prosili też o przyjęcie takiego prawa, które poprawi obecną sytuację, a nie ograniczy się do zalegalizowania bez zastrzeżeń praktyk stosowanych w klinikach in vitro.

Biskupi wskazali wówczas, w jakich sprawach rządowy projekt winien zostać poprawiony i wyliczyli 8 rozwiązań projektu, które są nie do zaakceptowania (m.in. selekcję zarodków, umożliwianie klonowania człowieka, mrożenie embrionów, a także możność powoływania do życia dzieci po śmierci dawcy komórek rozrodczych). Prezydium Episkopatu wyraziło również nadzieję na przyjęcie przez Sejm poprawek do projektu. Niestety, wszystkie zgłaszane przez posłów poprawki, mające na celu poprawę projektu, zostały odrzucone w głosowaniach.

Posłowie popierający projekt ustawy „o leczeniu niepłodności” w wersji rządowej pozostają w niezgodzie z nauczaniem papieża Franciszka, który apelował do lekarzy: „Waszym obowiązkiem jest wyrażać sprzeciw sumienia przy aborcji, in vitro i eutanazji!” Ojciec Święty prosił, by nie eksperymentować i nie igrać z życiem człowieka. Wynikiem dzisiejszego głosowania zostały również zlekceważone oceny etyczno-moralne projektu ze strony biskupów. Ponad 260 parlamentarzystów odcięło się swoim głosem od poglądów wielu swoich wyborców.

Prezydium Episkopatu Polski wyraża nadzieję na poprawienie proponowanej ustawy w Senacie RP. Biskupi ufają, że do sumień parlamentarzystów dotrze głos nie tylko Papieża, Konferencji Episkopatu Polski, ale także organizacji rodzinnych, ruchów obrońców życia oraz specjalistów z zakresu ginekologii i położnictwa, którym drogie jest życie ludzkie.

Abp Stanisław Gądecki
Metropolita Poznański
Przewodniczący KEP

Abp Marek Jędraszewski
Metropolita Łódzki
Zastępca Przewodniczącego KEP

Bp Artur G. Miziński
Sekretarz Generalny KEP

 za: www.episkopat.pl

In vitro – propaganda a fakty25 czerwca 2015

Joanna Najfeld

najfeld

Opinia publiczna obrosła mitami o dobrodziejstwie zapłodnienia in vitro. To nie przypadek, tylko efekt dużych pieniędzy wydawanych przez biznes sztucznego rozrodu na reklamę.

Reklamę nie wprost. Bo nie chodzi o spoty przed dziennikiem telewizyjnym zachęcające do tego czy innego ośrodka in vitro. To byłoby nielegalne. Legalny i znacznie skuteczniejszy jest marketing ukryty. Taki, którego target, czyli my, nie jest świadomy. Dobry PR in vitro uprawiany jest po cichu przez takie kształtowanie przekazu medialnego, żebyśmy nie wnikając w fakty, odbierali stale pozytywny obraz in vitro, jednocześnie nabierając nieufności i pogardy do jego krytyków.

Niemedialna makabra

W materiałach telewizyjnych o in vitro (w wiadomościach, publicystyce, reportażach) niezmiennie dominują pozytywne obrazy: okrągły brzuszek, uśmiechnięte dziecko, szczęśliwa rodzina. Nie zobaczymy w nich mężczyzn z pojemnikami na nasienie stojących w kolejce do zaopatrzonych w pornografię kabin pobrań czy rodziców odbierających z „kliniki” nadliczbowe zarodki w termosie. A tak przecież wygląda codzienność tej makabry.
O przebiegu samej procedury mówi się bardzo rzadko: o faszerowaniu kobiet toksyczną chemią, poniżaniu mężczyzn, eksperymentach na mrożonych embrionach czy „selektywnej redukcji” ciąż wielopłodowych. Jeszcze mniej o wynaturzeniach: tworzeniu dzieci ze spermy zmarłych czy z komórek trojga rodziców; rodzeniu wnuków przez ich własne babcie czy o dzieciach omyłkowo wszczepionych nie swoim matkom. Debata o in vitro zepchnięta jest do sfery abstrakcji, rozmytych wartości, kwestii światopoglądu i religii. Tak najłatwiej manipulować, powołując się na dogmat, że nie wolno innym narzucać swoich opinii. Efekt jest taki, że bardzo wielu Polaków popiera in vitro, bo uwierzyli w mity, slogany i sztuczki językowe, jakie sprytna propaganda wpuściła do debaty publicznej.

MIT I: „In vitro jest metodą ‚leczenia’ niepłodności”

Efekt propagandowy: „Leczenie” kojarzy się wyłącznie dobrze. Myślimy, że to nieludzkie być przeciw „leczeniu”, więc nie chcemy odmawiać nikomu dotacji na „leczenie”, ani tym bardziej go penalizować.
Prawda: In vitro nie ma nic wspólnego z leczeniem. Nic. Jest procedurą sztucznego rozrodu zapożyczoną z weterynarii, wykonywaną w wielu polskich „klinikach” in vitro właśnie przez weterynarzy. Traktuje rodziców wyłącznie jako dawców materiału genetycznego, za pomocą którego laboranci doprowadzają do powstania nowych osób ludzkich, używanych następnie do „osiągnięcia ciąży”. Przeciwko nadużywaniu sformułowania „leczenie niepłodności” w stosunku do procedur sztucznego rozrodu zaprotestowało nawet Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, zwykle przychylne przemysłowi in vitro.
Sam zabieg in vitro nie diagnozuje i nie leczy chorób, które zaburzają płodność. Kliniki oferujące in vitro przeprowadzają pozorne procedury diagnostyczne. Robią to bardzo pobieżnie i skrajnie nieumiejętnie (np. badania hormonów z krwi na „chybił trafił”, nieprzystające do cyklu), co skutkuje ich bezużytecznością i jest udokumentowane żenująco niskimi statystykami wykrywalności schorzeń w takich ośrodkach. Lekarze od in vitro nie interesują się przyczynami niepłodności, bo nie potrafią ich diagnozować, ani właściwie się nimi zająć. Dlaczego mieliby? Główną ofertą tego biznesu jest przecież sprzedaż dzieci, a nie zdrowia.
In vitro pozostawia więc matkę i ojca ze schorzeniami, które powodują u nich niepłodność. To przymusza rodziców do powrotu po kolejne dzieci do ośrodka in vitro. Program in vitro nie daje im szansy na wyleczenie ani na naturalne poczęcie.
Co więcej, niewyleczone choroby z czasem pogarszają się, pogłębione jeszcze przez inwazyjne procedury stosowane na kobiecie w ramach zabiegu. Bo in vitro nie tylko niczego nie leczy, ale pogarsza stan zdrowia pacjentki. Syndrom przestymulowania jajników może doprowadzić nawet do jej śmierci.

MIT II: „In vitro jest skuteczne, najskuteczniejsze z dostępnych metod”

Efekt propagandowy: Skoro tak, to jest to najlepsza inwestycja w zwalczanie problemu niepłodności.
Prawda: Średnia skuteczność in vitro w zależności od wielu czynników waha się w okolicach kilkunastu, może 20 procent. To statystyczna szansa na ciążę po jednym cyklu. Jednak z punktu widzenia dziecka poczętego tą metodą prawdopodobieństwo przeżycia do momentu narodzin to zaledwie 4-5 procent. Dzieje się tak dlatego, że każda ciąża kosztuje życie przeciętnie kilkoro dzieci na różnych etapach i tylko jedna na kilka ciąży z in vitro kończy się żywym porodem.
Skuteczność in vitro jest niska nawet w porównaniu z przestarzałymi metodami leczenia niepłodności. Chirurgia stosowana do leczenia np. policystycznych jajników już w latach 50. XX wieku miała lepsze wyniki niż dzisiejsze in vitro. Pojawiając się na rynku, przemysł in vitro zdominował medycynę, przejmując środki przeznaczone na badania i szkolenia lekarzy w dziedzinie leczenia przyczyn obniżonej płodności. Z winy in vitro w prawdziwej medycynie prokreacyjnej nastąpił regres.
Dopiero zespół dr Thomasa Hilgersa z Omaha (Nebraska, USA) pod koniec lat 70. ubiegłego wieku rozpoczął pracę nad rozwijaniem porzuconych metod leczenia niepłodności. Przez trzydzieści lat udoskonalał je o najnowsze odkrycia z zakresu chirurgii, endokrynologii, andrologii, farmakologii i innych dziedzin; tworząc profesjonalną, bezpieczną i rewolucyjnie skuteczną medycynę kobiecą, która oferuje cenny system monitorowania zdrowia kobiety w wieku prokreacyjnym.
W kwestii niepłodności NaProTechnologia potrafi być nawet trzy razy bardziej skuteczna niż in vitro (np. w przypadku policystycznych jajników). Z sukcesem leczy też pary po wielokrotnym nieudanym in vitro, a dzięki przełomowym technikom chirurgii laserowej umożliwia naturalne zajście w ciąże parom zdiagnozowanym jako „beznadziejne przypadki zrostów”. Przemysł sztucznego rozrodu zbankrutowałby szybko, gdyby uczciwie rozmawiano o jego zacofanym poziomie usług w porównaniu z prawdziwie profesjonalną ofertą NaProTechnologii.

MIT III: „Tylko Kościół sprzeciwia się in vitro”

Efekt propagandowy: Sprzeciw wobec in vitro wydaje się dogmatyczny, nieracjonalny, narzucony przez kler. Argument ten działa szczególnie na chorobliwych antyklerykałów, odruchowo zajmujących stanowisko Kościołowi przeciwne.
Prawda: Wielu lekarzy, w tym byli praktycy in vitro, sprzeciwia się technikom sztucznego rozrodu z pozycji racjonalnych. Jednym z nich jest dr Jacques Testart – ateista i pionier in vitro we Francji – dziś zagorzały przeciwnik tej procedury. Doktor Testart przyznaje, że debiutowi in vitro towarzyszył dziki entuzjazm nie podparty ani dostatecznymi badaniami, ani debatami natury etycznej, bo od początku chodziło o wielkie pieniądze. W Polsce klinikę inspirowaną NaProTechnologią otworzył w Białymstoku dr Tadeusz Wasilewski, jeszcze kilka lat temu czołowy polski praktyk in vitro. Doktor Wasilewski porzucił program in vitro i opowiada dziś o jego prawdziwym, makabrycznym obliczu.
Tych ludzi nie zobaczymy jednak w mediach głównego nurtu. Przeciwnikiem in vitro, oprócz Kościoła, może być przecież tylko „oszołom”. A arbitrem tego, kto jest „oszołom” a kto „autorytet”, są ginekolodzy mianowani na „wybitnych” przez wpływową gazetę. To, że są osobiście uwikłani w biznes in vitro, jest przed odbiorcą ukryte. Tym sposobem naukowcy przeciwni in vitro nie są do debaty dopuszczani. Neutralizuje się ich etykietką „katolickiego ideologa”, ewentualnie zastrasza albo zamilcza.
Kiedy we wrześniu 2009 r., po międzynarodowej konferencji w Lublinie, grupa specjalistów leczenia niepłodności z Polski i zagranicy napisała apel do parlamentarzystów RP potępiający in vitro, dziennik „Rzeczpospolita” opublikował go na 18. stronie, w rubryce „listy”. Żadne duże medium nie podchwyciło wątku. Podobnie wyciszany jest głos organizacji MaterCare International, sieci specjalistów medycyny matczynej kierujących się etyką pro-life.
Jednocześnie chwalące in vitro opinie organizacji udających niezależne stowarzyszenia pacjentów (w rzeczywistości sterowane przez biznes in vitro) w sposób nieuprawniony rozgłaszane są przez media jako opinia wszystkich niepłodnych małżeństw. W rzeczywistości, zdecydowana większość pacjentów cierpiących na zaburzenia płodności nigdy nie próbuje in vitro. Na całym świecie mniej niż 1 proc. niepłodnych par decyduje się na „dziecko z probówki”. Ponad 99 proc. nie robi tego, choć bardzo pragnie dziecka. A nie jest to „kler”. Media udają, że tej właśnie większości pacjentów, nieprzekonanych do sztucznego rozrodu, nie ma. Bo to by obaliło wygodną (dla biznesu i dla antyklerykałów w mediach) tezę, że tylko Kościół jest przeciw in vitro.

MIT IV: „In vitro to remedium na niż demograficzny”

Efekt propagandowy: Zaczynamy wierzyć, że może i dobrze, iż będzie in vitro, bo urodzi się więcej dzieci.
Prawda: Żeby społeczeństwo utrzymało się w stabilnej liczbie (żeby nie załamał się system emerytalny i cała gospodarka), potrzeba, aby rodziło się 2,1 dziecka na kobietę. W Polsce ten wskaźnik wynosi 1,3. Za 35 lat będzie nas o połowę mniej niż teraz. Nagłaśniane przez media baby boomy to tylko zwolnienia spadku liczby narodzeń lub jego zatrzymanie. Nie mają nic wspólnego z właściwym odbiciem się od dna. Zapaść jest tak wielka, że nie znamy w udokumentowanej historii świata przypadku narodu, który przetrwałby tak drastyczne załamanie populacji i całkiem nie wymarł.
Czy in vitro może pomóc? Ocenia się, że problemy z płodnością ma ok. 15 proc. par. Mniej niż 1 proc. z nich kiedykolwiek decyduje się na dziecko z in vitro. Na 400 tys. urodzeń w Polsce dzieci z in vitro liczymy w promilach. Tak więc argument „demograficzny” to czysta demagogia.
Do tego coraz więcej badań wykazuje, że dzieci z in vitro chorują znacznie częściej niż poczęte naturalnie. Mają więcej wad wrodzonych, a jak wykazało niedawno opublikowane badanie, chłopcy poczęci metodą ICSI (typ in vitro) dziedziczą problemy z płodnością. Może się więc wkrótce okazać, że in vitro nie tylko demografii nie poprawia, ale ją pogarsza, zwiększając problemy zdrowotne populacji.

MIT V: „Kompromisowa ustawa, pozwalająca tworzyć tylko po jednym zarodku, ochroni życie poczętych in vitro”

Efekt propagandowy: Zgadzamy się na takie prawo, bo wierzymy, że najważniejszy problem zabijania dzieci zostanie opanowany.
Prawda: Załóżmy (skrajnie naiwnie), że limit liczby zarodków będzie przestrzegany. Nie zmienia to faktu, że szanse na urodzenie żywego dziecka poczętego in vitro są dużo niższe niż w przypadku dziecka poczętego naturalnie. Natura dobiera geny nieco mądrzej niż laborant na szkle. Embriony giną na różnych etapach procedury in vitro częściej niż w naturze. Czy wszczepiamy pięć naraz, czy po jednym zarodku, nadal bawimy się w rosyjską ruletkę, dając kolejnym dzieciom niskie szanse na dożycie narodzin.
A wracając do przestrzegania takiej ustawy. Żyjemy w kraju, w którym wymiar sprawiedliwości nie ściga ginekologów ze śmietnikami pełnymi dziecięcych szczątków. Ustawa aborcyjna z 1993 roku nie jest przestrzegana, mordercy ogłaszają się swobodnie w gazetach. A my dajemy sobie wmówić, że ta sama policja będzie miała chęci i możliwości sprawdzania, czy w danej klinice pod mikroskopem laborant powołał do życia jedno czy dziesięcioro ludzi i co z nimi robił dalej.
Obecnie w Polsce ośrodki in vitro nie działają zgodnie z prawem. Łamią przepisy o ochronie życia ludzkiego przed urodzeniem. Dlaczego nie egzekwujemy obowiązującego prawa? Jakakolwiek ustawa legalizująca in vitro to otwarcie puszki Pandory. Zamknie drogę do jakiejkolwiek kontroli nad tą makabrą. W najlepszym wypadku tylko kwestią czasu będzie finansowanie in vitro z naszych składek.

MIT VI: „Zakaz in vitro odbiera nadzieję niepłodnym małżeństwom”

Efekt propagandowy: Emocjonalne stawianie pod ścianą. Nikt nie chce być tym, który odbiera ostatnią nadzieję cierpiącym ludziom.
Prawda: Zakaz in vitro doprowadzi do rozwoju w Polsce prawdziwych metod leczenia niepłodności i to jest dopiero nadzieja dla pacjentów.
Przemysł in vitro agresywnie zwalcza NaProTechnologię. Bo jest skuteczniejsza, w pełni zdrowa, tania, naturalna, etyczna i naprawdę leczy. Gdyby dopuszczono do uczciwej konkurencji, in vitro szybko przeszłoby do historii medycyny jako wstydliwy jej incydent. Stąd medialne ataki na NaProTechnologię, mające sabotować jej rozwój w Polsce.
Mimo to NaProTechnologia rozpowszechnia się szybko i prężnie. Tylko w USA jest dziś zdecydowanie ponad dwieście ośrodków FertilityCare. Choć minęło zaledwie 6 lat od opublikowania podręcznika do NaProTechnologii, lekarze szkolą się na całym świecie: m.in. na Tajwanie, w Singapurze, Australii, Meksyku, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, we Włoszech, w Nigerii. Prężnie działające centrum dr. Phila C. Boyle w Galway (Irlandia) pomogło zajść w ciąże tysiącom par, wielu z nich po wielokrotnych nieudanych zabiegach in vitro. W Polsce głównymi ośrodkami są: Lublin (dr Maciej Barczentewicz, Przychodnia Macierzyństwo i Życie przy Instytucie Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II), Warszawa (dr Piotr Klimas) oraz Białystok (dr Tadeusz Wasilewski, NaProMedica).
Tak spektakularny rozwój NaProTechnologia zawdzięcza jakości, jaką oferuje, fascynacji nią lekarzy oraz opiniom szczęśliwych rodziców. Są wśród nich liczne przypadki par, u których po prostu nikt do tej pory nie zdiagnozował schorzeń, które da się łatwo wyleczyć. Dzięki NaProTechnologii pierwszy raz metodycznie i gruntownie ich przebadano i wykryto sedno problemu. Niektórzy dowiedzieli się już podczas drugiej wizyty, że muszą jedynie uzupełnić niedobór danej witaminy. Inni zachodzą w ciążę po kuracji bioidentycznym progesteronem, który zapobiega wczesnym poronieniom. Do tej pory nie wiedzieli, że wcale nie są niepłodni, tylko cierpieli na nawykowe wczesne poronienia, bez względu na to, jaką metodą zachodzili w ciążę. Są też tacy, których zwykły ginekolog odsyłał na in vitro z powodu zrostów, których rzekomo „nie da się usunąć”. Laserowa chirurgia NaProTechnologiczna radzi sobie z takimi przypadkami za pomocą nowoczesnych technik (w 99 proc. zapobiegającym zrostom), nieznanych zupełnie tradycyjnej ginekologii, ani tym bardziej branży sztucznego rozrodu.
NaProTechnologia jest po prostu prawdziwą, profesjonalną medycyną, której oczekuje każdy pacjent. Ma ofertę nie tylko dla zmagających się z obniżoną płodnością. Zajmuje się też wszelkimi innymi dolegliwościami kobiecymi, które stanowią zaburzenie zdrowia i/lub dyskomfort, jak np. nieprawidłowości hormonalne powodujące Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego (PMS), depresję poporodową czy nietypowe krwawienia. Same obserwacje cyklu metodą Creightona wystarczą, aby wykryć i usunąć niebezpieczeństwo poronienia, zanim kobieta nawet zacznie próbować zajść w ciążę. NaProTechnologia przydaje się też w ciąży, do dokładnej oceny wieku dziecka. Można dzięki niej także rozpoznać zagrożenie rakiem na tyle wcześnie, aby mu zapobiec.
To w NaProTechnologii jest prawdziwa odpowiedź na potrzeby zdrowotne kobiet. I prawdziwa nadzieja dla małżeństw pragnących dziecka.

Joanna Najfeld

Autorka jest niezależną publicystką, współautorką książki „Agata. Anatomia manipulacji”. Wygrała proces z aborcyjną lobbystką Wandą Nowicką, udowadniając, że jest na usługach providerów aborcji i antykoncepcji.

NIE!!!24 czerwca 2015

Marcin Jendrzejczak

 14 powodów, dla których musisz powiedzieć „NIE” dla in vitro

Gdy polski rząd stara się przeforsować legalizację metody in vitro warto zastanowić się nad argumentami przemawiającymi przeciwko niej. Jest ich sporo – niektóre opierają się na teologii, a inne mają charakter rozumowy (etyczny, bądź czysto medyczny). Metoda in vitro po dokładniejszej analizie okazuje się sprzeczna nie tylko z religią, ale i ze zdrowym rozsądkiem.
  1. In vitro oddziela zapłodnienie od aktu małżeńskiego, który jest naturalną i przewidzianą przez Stwórcę metodą na poczęcie się nowego dziecka. Dlatego sztuczne zapłodnienie byłoby niemożliwe do zaakceptowania nawet w przypadku ominięcia innych jego negatywnych aspektów.
  2. W związku z powyższym możliwe jest także poczęcie dziecka poza małżeństwem – np. przez osoby samotne czy pary homoseksualne. To, co przedstawia się zatem jako metodę pomocy rodzinie, w praktyce często staje się środkiem wsparcia dla zwolenników różnych „alternatywnych stylów życia”. Osobą, która najbardziej na tym traci jest dziecko, przychodzące na świat poza naturalną rodziną.
  3. In vitro umożliwia narodziny dziecka posiadającego „trzech rodziców” – dawcę spermy, dawczynię komórki jajowej i nosicielkę. Nosicielka jest często traktowana przedmiotowo – jej ciało jest wynajmowane za opłatą. Jak zauważa Krzysztof Jankowiak na oaza.pl w USA sięga ona ok. 6 tysięcy dolarów). „Usługi” te są świadczone zazwyczaj przez kobiety biedne, niekiedy z trzeciego świata. Gdy nosicielka poczuje więź z dzieckiem, nie jest to brane pod uwagę i nie posiada ona do niego żadnych praw.
  4. Metoda in vitro umożliwia daleko posuniętą selekcję genetyczną. Metody eugeniczne kojarzone z nazistowskimi Niemcami i zaniechane w cywilizowanym świecie powracają tylnymi drzwiami. Procedura in vitro umożliwia odpowiedni dobór dawcy plemników, tak aby zwiększyć szanse na odpowiednią płeć, kolor oczu, inteligencję i inne cechy dziecka.
  5. Popularność metody in vitro jest przejawem dążenia do posiadania dziecka za wszelką cenę. Dziecko staje się tu przedmiotem, mówi się o „prawie” do jego „posiadania”, zapominając o jego człowieczeństwie. Embriony ludzkie są traktowane przez medyków przedmiotowo. Niekiedy się je zamraża lub prowadzi na nich eksperymenty.
  6. W aktualnej praktyce in vitro łączy się z aborcją. Jak czytamy w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary Donum Vitae „ W zwyczajnej praktyce zapłodnienia w probówce, nie wszystkie embriony zostają przeniesione do łona matki; niektóre zostają zniszczone. Kościół, tak jak potępia dobrowolne przerywanie ciąży, również zabrania godzenia w życie tych istot ludzkich. Należy podnieść oskarżenie szczególnej wagi przeciw dobrowolnemu zniszczeniu embrionów ludzkich, uzyskiwanych w probówkach, dla wyłącznego celu badawczego, czy to przez sztuczne zapłodnienie, czy przez „podział bliźniaczy”. Działając w ten sposób naukowiec zajmuje miejsce Boga, nawet jeśli nie jest tego świadomy, czyni się panem przeznaczenia innej istoty ludzkiej, o ile arbitralnie wybiera, kto ma żyć, a kogo skazać na śmierć, zabijając bezbronne istoty ludzkie”.
  7. In vitro bywa przedstawiane jako metoda leczenia bezpłodności. Jest to oczywisty fałsz. To tylko metoda obejścia skutków niepłodności, pozostająca bez wpływu na niemożliwość spłodzenia dziecka normalną drogą. Co gorsza, gdy przeznacza się pieniądze na in vitro, to mniej środków pozostaje na prawdziwe leczenie niepłodności. Jak zauważa Janowski, ma to już miejsce w niektórych krajach Zachodu.
  8. Wiele badań naukowych ukazuje, że dzieci poczęte metodą in vitro są częściej chore. Jak piszą Klemetti, Sevón, Gissler i Hemminki w medycznym piśmie „Pediatrics” (listopad 2006 r.) dzieci poczęte w wyniku in vitro są zazwyczaj zdrowe, jednak problemy zdrowotne występują u nich częściej, niż u pozostałych dzieci. Częstsze u nich są hospitalizacje, przypadki porażenia mózgowego, a także problemy rozwojowe i psychologiczne.
  9. W warunkach publicznej, finansowanej z obowiązkowych składek służby zdrowia, legalizacja in vitro oznacza konieczność jego finansowania z pieniędzy obywateli, którzy się tej procedurze sprzeciwiają. Jest to sprzeczne z gwarantowaną przez art. 53 ust. 1 Konstytucji RP.
  10. Przeciwko in vitro bezwzględnie opowiada się Kościół katolicki. To argument istotny dla katolików, ale także dla niewierzących, którzy uznają choćby autorytet Jana Pawła II – przeciwnika tej metody. Ponadto także świeccy etycy opowiadają się przeciwko in vitro. Przykładem jest tu filozof z Harvardu Michael Sandel, autor książki Przeciwko udoskonalaniu człowieka.
Zachęcamy też do zapoznania się z infografikami przygotowanymi przez Instytut Ordo Iuris. Przedstawiają kolejne cztery powody, dla których powinniśmy sprzeciwiać się procedurze sztucznego zapłodnienia:
Marcin Jendrzejczak

za: www.pch24.pl

Coś na oko!10 czerwca 2015

Coś na oko!29 maja 2015

Coś na oko!29 maja 2015

Coś na oko!29 maja 2015

Ks. Arkadiusz Olczyk: Jak spowiadać się z in vitro?18 kwietnia 2015

Czy z in vitro trzeba się spowiadać? Czy można liczyć na rozgrzeszenie? Czy osoba wierząca może w jakimś aspekcie akceptować in vitro? Na to wszystko odpowiada ks. Arkadiusz Olczyk.
Mimo kryzysu postaw pokutnych w dobie konsumpcjonizmu, mimo promocji relatywizmu moralnego i reklamy tego, „co jest grzechu warte”, mimo bolesnego zjawiska utraty poczucia grzechu oraz przedstawiania spowiedzi jako „psychicznych tortur” — do konfesjonałów w polskich kościołach ustawiają się kolejki penitentów. Jako moralista jestem pytany o moralne rozstrzygnięcia różnych trudnych kwestii. Często pytania te dotyczą spowiedzi z in vitro.

Czy z in vitro trzeba się spowiadać?

Oczywiście, że tak. To, co jest sprzeczne z prawem Bożym i moralnością chrześcijańską, jest grzechem. W tym wypadku, z racji poważnej materii, chodzi o grzech śmiertelny. Mają go na sumieniu nie tylko małżonkowie decydujący się na tę metodę oraz korzystający z niej, ale także wszyscy, którzy do tego „przyłożyli rękę”, np. poprzez namowę czy przekazanie pieniędzy na zabieg. Z oczywistych powodów śmiertelnie grzeszą również wszyscy embriolodzy, lekarze i pielęgniarki, którzy zawodowo pomagają przy zapłodnieniu in vitro. Dotyczy to sporej liczby ludzi, w Polsce jest bowiem ok. 40 prywatnych klinik przeprowadzających takie zapłodnienia. Ponieważ nie ma obowiązku zgłaszania tych zabiegów, nie wiadomo, ile ich się tak naprawdę wykonuje.

Co więcej, w określonych przypadkach grozi również — ze strony moralnej — kara ekskomuniki, w sensie postawienia się samemu poza „komunią”, czyli wspólnotą Kościoła (eks-komunika). Moralność ma bowiem szerszy zakres niż przepisy prawne. Co prawda Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. (wtedy metoda in vitro była jeszcze w powijakach, gdyż najstarsze dziecko poczęte w ten sposób — Luiza Brown — przyszło na świat w 1978 r.) w kanonie 1398 mówi o sankcji ekskomuniki ipso facto jedynie wówczas, kiedy zaistnieje skutek „przerwania ciąży”, i nie odnosi jej nominalnie do in vitro, to jednak w przypadku niszczenia „embrionów nadliczbowych” przy zastosowaniu „aborcji selektywnej” (kiedy jest pewność, że mamy już do czynienia z zygotą ludzką, czyli że zostało poczęte nowe życie) w trakcie tej procedury moralnie ekskomunikują się wszyscy, którzy tego dokonują, tak jak w przypadku każdej innej aborcji. Im więcej zarodków ludzkich zostało zabitych w ten sposób, tym oczywiście moralna wina rodziców i lekarzy jest większa. Człowiek żyjący w ekskomunice i niepróbujący się z tego stanu wydobyć, jest wykluczony z życia Kościoła i zagrożony wiecznym potępieniem.

Czy można liczyć na rozgrzeszenie?

W wielu przypadkach zaangażowanie w in vitro może być powodem odmówienia rozgrzeszenia. Ta procedura medyczna rozciąga się w czasie. Może trwać wiele miesięcy, a nawet kilka lat. Dlatego problem ten należy rozpatrywać także w odniesieniu do trzech okresów: przed zapłodnieniem in vitro, w trakcie tej procedury i po dokonaniu zabiegu.

Przed zapłodnieniem in vitro

W przypadku penitenta (odnosi się to zarówno do kobiety, jak i mężczyzny, ponieważ decyzja podejmowana jest wspólnie przez oboje małżonków), który nosi się z zamiarem dokonania takiego zabiegu i taką decyzję wyraża w sakramencie pokuty, należy mu uświadomić moralną niegodziwość takiego działania. Jeśli z rozmowy w konfesjonale wynikałoby, że decyzja jest nieodwołalna, kapłan nie może udzielić rozgrzeszenia z racji złej woli trwania w grzesznym postanowieniu, czyli z powodu braku podstawowego warunku rozgrzeszenia. W przypadku, gdy penitent się waha, a kapłan nie jest w stanie przekonać go do zaniechania praktyki in vitro albo decyzję tę penitent pragnie uzgodnić jeszcze ze współmałżonkiem, co jest wskazane, rozgrzeszenie trzeba odłożyć do momentu podjęcia decyzji o rezygnacji z zapłodnienia in vitro. Nie można udzielić rozgrzeszenia, gdy u penitenta brakuje dyspozycji i pragnienia zejścia z drogi grzechu, który się wprawdzie jeszcze nie dokonał, ale jest już nieodwołalnie zaplanowane jego popełnienie (analogicznie do sytuacji, gdy ktoś planuje kradzież i nie ma zamiaru zrezygnować ze swoich planów — w swoim sercu już jest złodziejem). Przypomnijmy sobie Jezusowe słowa: „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już w swoim sercu popełnił cudzołóstwo” (Mt 5, 28).

W trakcie procedury in vitro

Inny przypadek to sytuacja, w której penitent, przystępując do sakramentu pokuty, jest w trakcie owej wielomiesięcznej procedury. W takiej sytuacji, podobnie jak w poprzednim przypadku, należy uświadomić ogrom zła moralnego i starać się za wszelką cenę przekonać do zmiany decyzji. Inaczej rozgrzeszenia nie można udzielić z racji braku właściwej dyspozycji. Taka osoba musi wiedzieć, że chcąc cieszyć się swoim dzieckiem z in vitro, świadomie zabije przy okazji kilka innych swoich dzieci w fazie zarodkowej, prenatalnej.

Po dokonaniu zabiegu

Być może będzie to najczęstszy przypadek: osoba przystępująca do spowiedzi jest już po in vitro. Nie zwalnia to kapłana z obowiązku uświadomienia dokonanego zła, i to w ciężkiej materii. Rozgrzeszenie w przypadku skutecznego przeprowadzenia in vitro jest możliwe po spełnieniu koniecznych warunków „dobrej spowiedzi”. Jednym z nich jest żal za popełnione zło. Czym innym jest radość z posiadanego dziecka, także w wyniku niegodziwej drogi jego poczęcia, a czym innym żal za czyn moralnie zły. To, że ktoś cieszy się z poczęcia dziecka, choć nieetyczną metodą, nie oznacza, że z czasem nie zrozumie zła, którego się dopuścił, i jeśli szczerze żałuje, może liczyć na miłosierdzie Boże. Rozgrzeszenie usuwa grzech, nie usuwa jednak nieporządku, jaki on wprowadził (por. KKK 1459). Stąd też wydaje się uzasadnione zachęcenie penitenta do zachowania dyskrecji o dokonanym zabiegu in vitro. Moralne zło, którego ktoś się dopuścił, nie może być motywem do chlubienia się nim. Nie może też stanowić pewnego wzorca ani zachęty dla innych niepłodnych małżeństw. Prawda jest bowiem taka, że ta metoda rozrodcza jest macierzyństwem z laboratoryjnej „taśmy produkcyjnej” (w momencie poczynania się życia dziecka jego rodzice nawet nie są obecni w pomieszczeniu, gdzie pod mikroskopem embriolog łączy ich gamety).

Czy osoba wierząca może w jakimś aspekcie akceptować in vitro?

Katolik nie może akceptować czegoś, co jest złe moralnie i grzeszne. Stosunek do in vitro jest dzisiaj testem wierności wobec nauki Chrystusa i Kościoła. Prawdą jest, że nie wszystko, co Kościół proponuje, jest łatwe. Dlatego czasem przeżywa to samo, co spotkało Chrystusa. Nie wszyscy chcieli Go słuchać, wielu odeszło od Niego, bo trudna była Jego mowa (por. J 6, 60-68). Analogiczna sytuacja zachodzi w odniesieniu do praktyki in vitro w dzisiejszej rzeczywistości. Mimo szlachetnych motywów in vitro nie może być przez katolika zaakceptowane, obojętnie czy chodzi o katolickiego prezydenta, premiera, posła, senatora, czy wiernego świeckiego. Zła moralnego bowiem, mimo humanitarnego opakowania uszczęśliwiania dzieckiem niepłodnych małżeństw, nigdy nie można nazywać i uważać za dobro!

Ks. Arkadiusz Olczyk

Copyright © by Niedziela (13/2015)

za: www.fronda.pl

Coś na oko27 stycznia 2014

Warto odwiedzić

AdonaiBiblijni.plCaritas Diecezji KaliskiejDeonDiecezja KaliskaKonferencja Episkopatu PolskiMateusz.plNiedziela.plOpiekunOpokaOśrodek Szkoleniowo - Wypoczynkowy PaschaRadio RodzinaWiara.pl