Parafia Rogaszyce – Kochłowy


Liturgia dnia

Naszą stronę zobaczyło
3040
odwiedzających

Data

30 marca 2015

Cytat dnia

"Głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim" - święty Paweł

Jest szansa!24 marca 2015

Będą zbierać podpisy przeciw aborcji

W Narodowym Dniu Życia (24 marca) złożono u Marszałka Sejmu dokumenty niezbędne do rejestracji Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”. Celem komitetu jest zainicjowanie prac legislacyjnych nad projektem ustawy dającej prawo do życia każdemu dziecku od poczęcia.

Kaja Godek

Obecne przepisy wyróżniają trzy kategorie dzieci, którym to prawo się odbiera. Obywatelski projekt dąży do tego, aby konstytucyjne prawo do życia nie było różnicowane ze względu na wiek, miejsce przebywania, stan zdrowia czy okoliczności poczęcia człowieka.

W latach 2011 i 2013 pod projektami delegalizującymi aborcję zbierano po kilkaset tysięcy podpisów, co pokazuje, że postulat ochrony życia jest w Polsce niezwykle silny. W bieżącym roku w obliczu kampanii wyborczej szczególnego znaczenia nabiera wskazanie, którzy parlamentarzyści podzielają wartości wyznawane przez swoich wyborców oraz są gotowi wykazać się szacunkiem dla aktywności obywatelskiej.

Stosownie do ustawy o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli Marszałek Sejmu rejestruje komitet w ciągu 14 dni od złożenia wniosku. Po rejestracji komitet ma 3 miesiące na zebranie minimum 100 tysięcy podpisów poparcia dla projektu ustawy. W ciągu kolejnych 3 miesięcy odbywa się jego pierwsze czytanie.
W dniu złożenia wniosku o rejestrację w ciągu krótkiej konferencji prasowej Kaja Godek, Mariusz Dzierżawski i Paweł Wdówik opowiedzieli dziennikarzom o projekcie. Wyjaśniali też, dlaczego potrzebne są zmiany prawne dotyczące ochrony życia poczętych dzieci.

Na pytania po co kolejny raz składać podobny w treści projekt – odpowiadamy: bo akcje ustawodawcze to bitwy w wojnie o życie. Choć do tej pory inicjatywy były odrzucane, wywołują one zawsze dyskusję, która dobrze wpływa na opinię publiczną i przybliża do delegalizacji zabijania nienarodzonych. Strona proaborcyjna także doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że od lat przegrywa debatę o aborcję, a akcje społeczne to dla nich potężny cios.

za: www.gosc.pl

 

To się dzieje!24 marca 2015

IS zwerbowało co najmniej 400 dzieci

Organizacja Państwo Islamskie (IS) zwerbowała co najmniej 400 dzieci w ciągu ostatnich trzech miesięcy, przeprowadziła ich szkolenie wojskowe i akcję indoktrynacyjną – poinformowało we wtorek opozycyjne Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

IS zwerbowało co najmniej 400 dzieci AUTOR / CC 2.0 Demonstracja przeciw terroryzmowi Państwa Islamskiego

Grupę pod nazwą „Dzieci kalifatu” tworzą chłopcy poniżej 18 lat, rekrutowani w pobliżu szkół, meczetów i w miejscach publicznych w tych regionach Iraku i Syrii, gdzie bojownicy IS dokonują morderstw i brutalnych prześladowań ludności.

Jednego z takich zwerbowanych chłopców pokazano wcześniej w marcu jak zabija z broni palnej izraelskiego Araba oskarżanego przez IS o szpiegostwo. Źródło we francuskiej policji podało, że chłopak może być bratem przyrodnim Mohameda Meraha, który w roku 2012 zastrzelił przed szkołą żydowską w Tuluzie troje dzieci i rabina.

„(Dżihadyści) używają dzieci, bo łatwiej u nich przeprowadzić pranie mózgu; zrobić z nich, co się chce, odwieść je od chodzenia do szkoły i wysłać do swoich szkół” – powiedział szef Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka Rami Abdel Rahman.

Organizacja Państwo Islamskie proklamowała w czerwcu roku 2014 kalifat na kontrolowanych przez siebie terenach w Syrii i w Iraku. Pozycje IS są celem nalotów sił międzynarodowej koalicji dowodzonej przez USA.

IS rekrutuje dzieci, bo może mieć problemy z naborem dorosłych; od początku roku zwerbowano zaledwie 120 ludzi – twierdzi Rahman. Jego zdaniem jest to częściowo zasługa ostrzejszej kontroli na granicy z Turcją.

Państwo Islamskie zachęca rodziców, by wysyłali dzieci do obozów szkoleniowych lub je werbuje bez wiedzy rodziców, nierzadko zwabiając pieniędzmi – utrzymuje Obserwatorium. W obozach młodzi uczą się strzelać, walczyć i prowadzić pojazdy; są też rekrutowani jako informatorzy i ochroniarze siedzib IS.

za: www.gosc.pl

To się dzieje!24 marca 2015

Walki o klauzulę sumienia w Szwecji ciąg dalszy

Położna Ellinor Grimmark spotkała się w Genewie ze specjalnym sprawozdawcą ONZ ds. wolności religii i przekonań.

Walki o klauzulę sumienia w Szwecji ciąg dalszy FABNORPołożna Ellinor Grimmark (z lewej) i jej pełnomocnik Ruth Nordström (z prawej)

W czasie obradującej w Genewie 28. sesji Rady Praw Człowieka ONZ, organizacje prawnicze Scandinavian Human Rights Lawyers oraz Alliance Defending Freedom zorganizowały w siedzibie ONZ seminarium nt. wolności sumienia.

Jego głównym tematem była sprawa szwedzkiej położnej Ellinor Grimmark, która, razem ze swoją pełnomocnik, Ruth Nordström, przyleciała do Genewy.

– W czasie seminarium wyjaśniałam, dlaczego chcę pracować jako położna. Uważam, że to najlepsza praca na świecie – mówi Ellinor Grimmark, która odkąd powiedziała otwarcie, że nie chce asystować przy aborcjach, nie może znaleźć pracy w Szwecji. Obecnie pracuje w Norwegii.

Po tym jak Ellinor poinformowała swoją przełożoną, że nie chce asystować przy aborcjach, szpital, który początkowo oferował jej stanowisko, wycofał się z oferty zatrudnienia. Trzy inne szpitale również nie zgodziły się zatrudnić jej. Ellinor zwróciła się wtedy do rzecznika ds. dyskryminacji. Gdy stwierdził on, że kobieta wcale nie jest dyskryminowana, Ellinor skierowała sprawę do sądu.

W czasie wizyty w Genewie Ellinor Grimmark spotkała się ze specjalnym sprawozdawcą ONZ ds. wolności religii i przekonań, Heinerem Bielefeldtem.

– To było bardzo ważne spotkanie – powiedziała serwisowi gosc.pl Ruth Nordström. – Heiner Bielefeldt dobrze zna sytuację, jaka panuje w Szwecji. Wyraził silne wsparcie dla Ellinor Grimmark oraz dla prawa pracowników opieki medycznej do powoływania się na wolność sumienia.

Zarówno Ellinor Grimmark jak i Ruth Nordström mają nadzieję, że wizyta w Genewie zwróci uwagę opinii międzynarodowej na problem braku klauzuli sumienia w Szwecji.

– Potrzebujemy wsparcia z innych europejskich krajów. Mam nadzieję, że dzięki tej wizycie udało nam się pokazać z jak trudną sytuacją mamy do czynienia – mówi Ellinor.

za: www.gosc.pl

To się dzieje!24 marca 2015

Rodzic jeden i rodzic dwa

W Radomiu, we wnioskach o przyjęcie do pierwszej klasy szkoły podstawowej, dla kandydatów zamieszkałych poza obwodem szkoły pojawiły się „nieszczęśliwie” sformułowania „rodzic pierwszy” i „rodzic drugi”.

Rodzic jeden i rodzic dwa KRYSTYNA PIOTROWSKA /FOTO GOŚĆ- Rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej – mówił bp Henryk Tomasik

O komentarz w tej sprawie został poproszony przez Radio Plus Radom bp Henryk Tomasik. „Jest normalną rzeczą, że każdy z nas ma mamę i tatę. Każdy z nas w wielu dokumentach podaje imię ojca i matki. Ale także chciałbym przypomnieć, że według naszej konstytucji małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. To wielkie zaskoczenie, że pojawiają się formularze, które unikają sformułowań »ojciec«, »matka«. Natomiast wprowadzają bardzo sztuczne określenia »rodzic pierwszy«, »rodzic drugi«. To jest zdecydowanie nie do zaaprobowania” – powiedział ordynariusz.

O wyjaśnienie w tej sprawie został również poproszony Karol Semik, wiceprezydent Radomia, który odpowiada w mieście za Wydział Edukacji. Jak powiedział, po raz pierwszy robiony jest nabór w wymiarze elektronicznym do wszystkich szkół i placówek w Radomiu, a pozwala na to funkcjonowanie zintegrowanego systemu zarządzania oświatą. Pojawiające się w tym systemie formularze były przygotowywane przez firmę Wulkan, która zarządza rekrutacją elektroniczną do szkół. Zdaniem wiceprezydenta, w tych formularzach sformułowania te zostały „nieszczęśliwie” użyte.

„We wniosku dla kandydatów zamieszkałych poza obwodem szkoły podstawowej, a ubiegających się o przyjęcie do klasy pierwszej pojawiły się w dwóch miejscach sformułowania »rodzic – opiekun prawny« i tu wpisano nieszczęśliwie raz jedynkę raz dwójkę. Czyli jest to pewnego rodzaju segregowanie rodziców, że ktoś jest pierwszy, ktoś jest drugi. Podobnie jest w końcowym wymiarze tego formularza, że się pojawia to jeden i dwa. To jest nieprawidłowość” – mówił K. Semik.

Wiceprezydent poinformował, że wydał już dyspozycje w sprawie poprawienia formularza. Jest to możliwe, gdyż jest on w systemie elektronicznym. – Już jutro nie będzie tego jeden i dwa – zapewniał.

za: www.gosc.pl

 

Zmiana24 marca 2015

Rzecznik episkopatu odchodzi

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch odejdzie z swego stanowiska.

Rzecznik episkopatu odchodzi KAROLINA PAWŁOWSKA /FOTO GOŚĆKs. Józef Kloch

- Jestem rzecznikiem od 12 lat. W tym czasie było trzech papieży, trzech przewodniczących KEP, czterech prymasów i czterech sekretarzy generalnych episkopatu- powiedział serwisowi gosc.pl ks. Kloch. Dodał, że według wprowadzonego przed paru laty regulaminu KEP, stanowisko rzecznika prasowego jest kadencyjne, a 5-letnia kadencja minęła, ale w marcu biskupi przedłużyli jego mandat do czasu wybory następcy.  – Nie ma ograniczenia liczby kadencji, ale uważam, że trzeba wybrać nowego rzecznika i o to poprosiłem – powiedział  ks. Kloch. Zaznaczył, że wybór nowego rzecznika spodziewany jest podczas zebrania episkopatu, które odbędzie się 10-11 czerwca. Do tego czasu będzie wykonywał swe obowiązki.

za: www.gosc.pl

To się dzieje!24 marca 2015

Islamiści z Boko Haram uprowadzili ponad 400 kobiet i dzieci

Fot. YouTube
Fot. YouTube

Islamiści z Boko Haram opuszczając Damasak na północy Nigerii porwali ponad 400 kobiet i dzieci – poinformowali we wtorek mieszkańcy miasta, które zostało wyzwolone przez wojska z Nigru i Czadu.

Zabrali ze sobą 506 młodych kobiet i dzieci. 50 osób zabili, zanim odeszli. Nie wiemy, czy zabili potem resztę

— powiedział agencji Reuters Sulejman Ali, mieszkaniec miasta Damasak.

Pułkownik Tumba Mohamed, nigeryjski dowódca wspólnych sił nigeryjsko-czadyjskich w Damasaku poinformował, że porwano 400-500 kobiet i dzieci.

Damasak, leżący w stanie Borno na północnym wschodzie kraju, został przejęty przez Boko Haram w listopadzie.

Boko Haram od 2009 roku prowadzi walkę zbrojną o przekształcenie Nigerii lub przynajmniej części jej terytorium w muzułmańskie państwo wyznaniowe, w którym obowiązywałoby prawo szariatu. W wyniku islamistycznej rebelii w najludniejszym kraju Afryki zginęło już wiele tysięcy osób, w tym ponad 15,5 tys. od 2012 roku.

14 kwietnia minie rok od uprowadzenia przez Boko Haram w mieście Chibok w stanie Borno 276 dziewcząt w wieku od 12 do 17 lat; kilkudziesięciu udało się uciec. Los 219 uczennic pozostaje nieznany.

Obecnie bojownicy Boko Haram są w defensywie na skutek zmasowanej operacji wojsk wszystkich czterech państw regionu – Nigerii, Nigru, Kamerunu i Czadu – walczących z tą islamistyczną partyzantką.

za: www.wpolityce.pl

To się dzieje!24 marca 2015

Pakistan: aresztowano 200 chrześcijan. Nie wiadomo, gdzie są

fot. FreeImages
fot. FreeImages

Pakistańska policja aresztowała w Lahaurze około 200 chrześcijan po tym, jak dokonano tam linczu na dwóch muzułmanach podejrzanych o dokonanie zamachów na dwa kościoły w tym mieście 15 marca. W wybuchu bomb, podłożonych przez zamachowców-samobójców zginęło wówczas 19 osób, a ponad 70 zostało rannych.

Pojmani i zabici przez tłum dwaj muzułmanie okazali się niezwiązani z zamachami.

Policja weszła 24 marca do chrześcijańskiej dzielnicy Youhanabad w Lahaurze i aresztowała ludzi bez względu na to, czy mieli związek z linczem, czy też nie, nie sprawdzając w ogóle ich tożsamości. Nie wiadomo, dokąd ich przewieziono, zaś rodzinom, jak na razie, odmówiono jakichkolwiek kontaktów z nimi.

Sytuacja w dzielnicy jest bardzo napięta i wiele osób zaczyna opuszczać tę okolicę.

Ks. Srif John z diecezji Lahaur powiedział agencji Asia News, że Kościół nie sprzeciwia się aresztowaniu tych, którzy zrobili coś złego, natomiast za nie do przyjęcia uznaje aresztowanie osób niewinnych.

za: www.wpolityce.pl

To też się dzieje!23 marca 2015

Umierając chłopiec uratował życie swojej mamie

Umierając chłopiec uratował życie swojej mamie
fot. CEN

7-letni śmiertelnie chory chłopiec uratował swoim ostatnim życzeniem życie własnej mamie. Sam umierając z powodu guza mózgu przekonał ją, by przyjęła jego nerkę.

Chłopiec, świadomy swojej kondycji, zaoferował własną nerkę, by uratować matkę, która choruje na uremię. Kobieta nie chciała się na to zgodzić, woląc umrzeć, niż przysparzać cierpienia własnemu synowi. Lekarze jednak, podziwiając determinację chłopca, skontaktowali się z jego babcią, by to ona przekonała mamę do przyjęcia przeszczepu.

„Lekarze skontaktowali się ze mną, a nie z jego mamą, ze względu na delikatną naturę tej sprawy. Powiedzieli mi, że mój wnuk nie przeżyje, ale jego nerki mogą pomóc jego mamie” – opowiada 57-letnia babcia, dodając, że mama śmiertelnie chorego dziecka po prostu nie chciała o tym słyszeć.

Jak podaje „Daily Mail” chłopiec jednak podsłuchiwał rozmowę swojej babci i mamy, by wreszcie sam się do niej włączyć. Prosił mamę, by przyjęła jego nerkę, przekonując, że chce uratować jej życie.

Gdy chłopiec zmarł, lekarze natychmiast przystąpili do operacji usunięcia nerek, w ten sposób ratując jego mamę. Szpital poinformował później, że druga nerka zmarłego chłopca trafiła do 21-letniej dziewczyny, z kolei jego wątroba – do 27-letniego mężczyzny. W ten sposób 7-letni chłopiec, choć sam musiał umrzeć, uratował trzy inne istnienia.

za: www.fronda.pl

To się dzieje!23 marca 2015

Niebywałe bluźnierstwo włoskich homoseksualistów

Niebywałe bluźnierstwo włoskich homoseksualistów

Arcybiskup Bolonii kardynał Carlo Caffarra w bardzo mocnych słowach potępił obrzydliwą i bluźnierczą akcję środowisk homoseksualnych z jego miasta.

Zwolennicy ideologii LGBT z grupy Arcigay zapraszali na „heretycki i przesądny” wieczór plakatami, na których widnieli trzej mężczyźni, z których jednego upozorowano na Jezusa Chrystusa, a dwóch pozostałych na obu złoczyńców, ukrzyżowanych razem z Panem. Mężczyźni wykonują gesty przywodzące na myśl czyny homoseksualne i w obrzydliwy sposób profanują krzyż.

Nie przedstawiamy tu tego obrazu, jako niebywale bluźnierczego. Osoby zainteresowane ujrzeniem na własne oczy niebywałej profanacji homoseksualistów mogą wyszukać plakatu na własną rękę, wpisując w wyszukiwarkę nazwę odpowiedniej organizacji LGBT.

Przeciwko plakatowi we Włoszech podniosły się bardzo duże protesty. „To niebywale podła, diabelsko przewrotna zniewaga Jezusa na Krzyżu. Nigdy jeszcze nie doszło do takiego wzgardzenia chrześcijańskiej religii i każdego, kto ją wyznaje, do wzgardzenia, w którym przedstawiona jest w obrzydliwie wulgarny sposób nawet śmierć Jezusa na Krzyżu” – pisze arcybiskup. Dodaje, że obrażający naszego Pana Jezusa Chrystusa chcą ponadto zaatakować Kościół, imputując mu próby ograniczania wolności artystycznej. Zdaniem kardynała jeżeli ludzie zaczynają powoływać się na wolność opinii, by usprawiedliwiać wolność do obrażania, to należy zapytać, czy nie oznacz to już bliskiego końca demokracji.

Mamy nadzieję, że kardynał ma rację i zachowanie tych podłych bluźnierców rzeczywiście oznacza koniec liberalnej demokracji. Oby katolickie społeczeństwo wreszcie się przebudziło i raz na zawsze powiedziało zdecydowane nie wszystkim bezbożnikom, surowo karząc wszystkie ich wybryki.

za: www.fronda.pl

To się dzieje!23 marca 2015

Akcja T 4 po belgijsku. 50 chorych psychicznie zabijanych co rok

Akcja T 4 po belgijsku. 50 chorych psychicznie zabijanych co rok

Od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu chorych psychicznie Belgów jest mordowanych podczas tamtejszej akcji eutanazyjnej. W ten sposób ten demokratyczny kraj nawiązuje do wzorców III Rzeszy.

W wywiadzie dla belgijskiego magazynu „Humo” dr Wim Distelmans, odpowiedzialny za program likwidacji chorych w Belgii opowiada o tym, że wśród 1924 osób zamordowanych w majestacie prawa w Belgii były też 2 do 3 procent młodych osób chorych psychicznie. Najczęściej byli to ludzie cierpiący na psychozę maniakalno-depresyjną (nota bene jest to najczęstsza przyczyna samobójstw), którzy mieli już dość. A lekarze uznali, że zamiast ich leczyć wygodniej będzie ich zabić.

Wiele z tych osób miało, co przyznaje dr Distelmans, dwadzieścia czy trzydzieści lat. A problemy psychiczne cierpieli od dziecka. Ich rodzice, co ciekawe, zazwyczaj byli przeciwni morderstwu w imię prawa, ale lekarze przekonywali ich. Część z rodzin uczestniczyła w procedurze likwidacji swoich bliskich, a innych nie zapraszano na nie, rzekomo z powodu niechęci do nich samych zabijanych.

za: www.fronda.pl

Pomódl się!18 marca 2015

To się dzieje!18 marca 2015

Gwałt na zakonnicach – biskupi reagują

„Było to brutalne i nieludzkie działanie, którego obywatele powinni się wstydzić”. W ten sposób indyjski episkopat odniósł się do dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się 13 marca w Bengalu Zachodnim.

Gwałt na zakonnicach - biskupi reagują  ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆZakonnice zostały pobite, a jedna z nic zgwałcona

Ośmiu mężczyzn próbowało tego dnia okraść klasztor sióstr w Ranagath. 72-letnia zakonnica została wtedy zgwałcona, a trzy jej współsiostry bardzo mocno pobite. Wszystkie ofiary z ciężkimi obrażeniami przebywają w szpitalu. Napastnicy ukradli też m.in. naczynia liturgiczne i zbezcześcili Najświętszy Sakrament. Biskupi wyrażają głębokie oburzenie i smutek po tym, co wydarzyło się w klasztorze Sióstr Jezusa i Maryi. W pełni solidaryzują się też z ofiarami napadu. Przewodniczący episkopatu kard. Oswald Gracias określił te wydarzenia jako „bardziej niż podłe” i „niemoralne”. Biskupi w specjalnym komunikacie zwracają się do premiera rządu stanowego o podjęcie przez władze „odpowiednich działań, aby ująć sprawców, jak też zapewnić bezpieczeństwo i ochronę siostrom oraz instytucjom religijnym, które swą bezinteresowną służbą przyczyniły się znacznie do rozwoju i postępu naszego umiłowanego narodu”. We wszystkich kościołach w Bengalu Zachodnim ogłoszone też zostały specjalne modlitwy o jak najszybszy powrót do zdrowia sióstr i o pokonanie psychicznej traumy, której doświadczyła zgwałcona zakonnica.

Wybuchy agresji społecznej w Indiach przeciwko mniejszościom religijnym są ostatnio coraz częstsze, a chrześcijanie znaleźli się na celowniku hinduistycznych fundamentalistów. Krytykuje się za to m.in. premiera kraju Narendrę Modiego, który nie zajął jasnego stanowiska wobec aktów przemocy skierowanych przeciwko wspólnotom wyznaniowym, w tym przypadków tzw. „przymusowych nawróceń” na hinduizm.

za: www.gosc.pl

To się dzieje!18 marca 2015

Londyn: Chrześcijanie w ukryciu

W XXI w. chrześcijanie ukrywają swą wiarę w obawie przed dyskryminacją w sercu Europy.

Londyn: Chrześcijanie w ukryciu ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ Londyn

Chrześcijanie w Wielkiej Brytanii nie tylko rezygnują z eksponowania emblematów swej religii, ale dosłownie ukrywają swą wiarę w obawie przed dyskryminacją i szyderstwami. Do takich wniosków doszła rządowa Komisja ds. Równości i Praw Człowieka na podstawie przeprowadzonych ostatnio badań. Wzięło w nich udział 2,5 tys. osób.

Chrześcijanie bardzo często zeznawali, że są poddawani presji, by nie ujawniać swej wiary – czytamy w raporcie Komisji. Szyderstw i posądzenia o bigoterię obawiają się zarówno sprzedawcy, jak i pracownicy umysłowi czy dzieci w szkole.

Co więcej, jak przyznaje rządowa Komisja chrześcijanie mają poczucie, że są także dyskryminowani przez nowe rozporządzenia dotyczące równouprawnienia. Odnoszą na przykład wrażenie, że ich prawa są deptane w imię równouprawnienia gejów. Utwierdziły ich w tym głośne procesy, wytaczane najczęściej przez samą Komisję ds. Równości, za złe potraktowanie gejów w firmach prowadzonych przez chrześcijan. Ostatnio przed sądem stanął na przykład cukiernik z Irlandii Północnej, który odmówił przygotowania tortu ze sloganem popierającym tak zwane małżeństwa homoseksualne.

Raport przyznaje, że w kwestii nowych rozporządzeń dotyczących równouprawnienia panuje wielkie zamieszanie. Poważne problemy sprawia to samym pracodawcom, którzy obawiają się, że zostaną posądzeni o naruszenie równouprawnienia.

za: www.gosc.pl

To się dzieje!13 marca 2015

W UK nie wolno pisać o Jezusie. Ale o Allahu i Mahomecie – już tak

W UK nie wolno pisać o Jezusie. Ale o Allahu i Mahomecie – już tak

W brytyjskich mediach rozpętała się burza wokół usługi oferowanej przez jedną ze znanych sieci handlowych. Okazuje się, że klienci zamawiający kwiaty w Marks&Spencer w życzeniach dołączanych na bileciku nie mogą umieszczać słowa… “Chrystus”! Co ciekawe, podobne zakazy nie dotyczą takich słów jak “dżihad”, “Allah”, czy “Mahomet”.

Na zaskakujące obostrzenie natrafiła przypadkiem 58-letnia Geraldine Stockford. Kobieta, nie mogąc pojechać na pogrzeb kuzyna, postanowiła wysłać jego rodzinie bukiet kwiatów. Jakie było jej zdziwienie, kiedy odkryła, że kwiaty mogą zostać wysłane, natomiast bilecik – już nie. Wszystko dlatego, że 58-latka w treści wiadomości użyła słowa “Chrystus”.

Oburzona klientka skontaktowała się z dyrekcją Marks&Spencer. Udało jej się uzyskać informację o tym, że sklepy sieci są wyposażone w system automatycznej weryfikacji treści, którego zadaniem jest uniemożliwienie nadużywania pewnych słów. Do takich – jak wyjaśnił rzecznik prasowy sieci – M&S zaliczyła słowa “Jezus” i “Chrystus”.

Gdy sprawa została nagłośniona przez media, sieć zobowiązała się do zmiany zasad. Do poszkodowanej 58-latki wysłano specjalne pismo w tej sprawie. “Szanowana Pani (…) dziękuję za informację dotyczącą naszego automatycznego systemu weryfikacji słów. Jest nam bardzo przykro za całą spowodowaną obrazę, nie było to w naszej intencji. Zmieniliśmy nasz system i słowa takie jak Jezus/Chrystus/Gej (!) są teraz akceptowane. Weryfikacja automatyczna była wprowadzona w życie, by unikać wszelkiego złego używania pewnych słów. Proszę kontaktować się z nami w celu uzyskania wszelkich dodatkowych informacji” – zadeklarował dyrektor Marks&Spencer.

za: www.polishexpress.co.uk

2 rocznica wyboru13 marca 2015

Zaproszenie11 marca 2015

URATUJ ŚWIĘTEGO i włącz się do wspólnej modlitwy w intencji dzieci zagrożonych aborcją

fot.uratujswietego.pl
fot.uratujswietego.pl

Od 16 do 25 marca br. na terenie całego kraju kilkanaście tysięcy osób będzie modlić się codziennie w intencji dzieci, których życie zagrożone jest aborcją. Wszystko za sprawą akcji Uratuj Świętego, która w tym roku odbędzie się po raz siódmy.

Nowenna w intencji życia rozpoczęła się w diecezji łomżyńskiej w 2009 roku. Grupa diakonów wraz z ojcem duchownym seminarium duchownego wpadła na pomysł, aby przez Internet zaprosić swoich znajomych do wspólnej modlitwy w intencji życia. Utworzyli oni stronę internetową, skontaktowali się z zaprzyjaźnionymi mediami i przygotowali rozważania na każdy dzień. Dzięki tym działaniom w pierwszej edycji akcji wzięło udział ok. 600 osób.

Pomysł na nowennę przyszedł mi go głowy, kiedy przeczytałem, że w USA istnieje inicjatywa „40 dni dla życia”. Pomyślałem, że i w Polsce można by zrobić coś podobnego, ale w mniejszym wymiarze. Czasem pewne rzeczy wystarczy tylko rozpocząć, a potem dzieją się już same

—mówi ks. Tomasz Trzaska, pomysłodawca akcji.

Kilka dni przed rozpoczęciem pierwszej edycji zgłosił się do nas tygodnik Niedziela z chęcią objęcia akcji patronatem medialnym. I jakoś to wszystko szybko nabrało tempa. Sama nazwa akcji powstała również bardzo szybko i przyznam się szczerze, że na początku nie byłem do niej przekonany. Tego przekonania nabrałem dopiero przy kolejnych latach. Dziś wiem, że jest to już swego rodzaju „marka” w przestrzeni inicjatyw pro-life. To tylko nazwa, ale przecież jeśli chcemy zachęcać ludzi do modlitwy w intencji dzieci nienarodzonych to musimy również w tym działaniu być „atrakcyjni”

—dodaje ks. Tomasz.

Na czym polega udział w akcji?

Na modlitwie w dniach 16-25 marca. Od samego początku akcji organizatorzy podkreślają, że **najważniejsza w całym dziele jest modlitwa w intencji dzieci zagrożonych aborcją.

Im więcej osób się będzie modlić, tym więcej dzieci uda nam się uratować! Bo przecież każde życie jest święte i każdy ma prawo żyć! Stąd nazwa akcji – Uratuj Świętego, przyjdź na ratunek tym, który są „najbardziej bezbronni ze wszystkich bezbronnych”

—czytamy na stronie akcji.

Czas trwania nowenny jest też nieprzypadkowy. Jest to 9 dni przed Dniem Świętości Życia. To właśnie w tym dniu w wielu miastach Polski przechodzą Marsze dla Życia i Rodziny, a także składane są tysiące deklaracji Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Uratuj Świętego to forma duchowego przygotowania do tego święta.

Dla uczestników akcji organizatorzy przygotowali pomocne w modlitwie rozważania w wersji tekstowej i dźwiękowej. Podobnie jak w latach ubiegłych będą też dostępne komentarze wideo, które będzie można obejrzeć na stronie akcji – uratujswietego.pl.

Jasna sprawa!11 marca 2015

„Przystępują do Komunii, a później głosują…”

Napór liberalizmu jest coraz mocniejszy, na naszych oczach realizowane są pomysły pana posła P. – mówi w wywiadzie dla KAI przewodniczący episkopatu abp Stanisław Gądecki.

"Przystępują do Komunii, a później głosują…" TOMASZ GOŁĄB /FOTO GOŚĆAbp Stanisław Gądecki

– Co smutne – dodał – w tej dyskretnej przemianie kraju biorą udział osoby, które mówią o swoim katolicyzmie, siedzą w pierwszych ławkach w kościele w trakcie Mszy św. i nabożeństw, potakują, przystępują do Komunii św. a później głosują nad prawem sprzecznym z nauką Kościoła, z zasadami życia społecznego, dotyczącymi życia, rodziny, kultury. Nad zmianami, które dotkną w przyszłości nie tylko katolików, ale wszystkich obywateli, także niewierzących – przestrzega abp Gądecki.

Skrytykował także media. – O tym, jak funkcjonują, przekonałem się, obserwując informacje o klinice naprotechnologii, która powstała w Poznaniu. Założyła ją grupa lekarzy, zgłosiło się 141 małżeństw, 47 z nich już spodziewa się dziecka. Jest to dobry wynik w pierwszym roku działalności. Zachęciłem ich więc, by zgłosili się do regionalnej TV, ale wydawca odrzucił na kolegium propozycję zrobienia materiału. Można to zrozumieć. Procedura in vitro to kilka lub kilkadziesiąt tysięcy złotych, w klinice naprotechnologii pacjenci płacą ok. 600 zł. Okazuje się, że są już tematy zastrzeżone, o których nie zrobi materiału nawet publiczna TV- podsumował arcybiskup.

za: www.gosc.pl

Abp Gądecki o przyjęciu ustawy o in vitro: dlaczego nie sięga się po naprotechnologię?

Abp Gądecki o przyjęciu ustawy o in vitro: dlaczego nie sięga się po naprotechnologię?Fot. Grzegorz Boguszewski – fotoKAI

Dlaczego nie sięga się po inne metody leczenia bezpłodności, na przykład do naprotechnologii – zastanawiał się przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki, komentując dla KAI przyjęcie przez rząd premier Ewy Kopacz projektu ustawy o in vitro, przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia.

Trudno zrozumieć, dlaczego rząd nie bierze pod uwagę innych metod walki z bezpłodnością, na przykład narotechnologii, a skupia się wyłącznie na zapłodnieniu pozaustrojowym. Nie nagłaśnia się tej metody, nic nie słychać o jej sukcesach. A że są realne, przekonałem się osobiście, gdyż w Poznaniu powstała pierwsza klinika naprotechnologii. Założyła ją grupa lekarzy, zgłosiło się już 141 małżeństw, 47 z nich spodziewa się dziecka. Jest to dobry wynik jak na pierwszy rok działalności. Gdy osoby, pragnące rozpropagować tę możliwość leczenia bezpłodności zgłosiły się do regionalnej TV z tematem, został on odrzucony i materiał nie powstał.

Warto przypomnieć, że procedura in vitro to koszt kilku tysięcy złotych, a w klinice naprotechnologii pacjenci płacą 600 zł. Okazuje się, że są już tematy zastrzeżone, o których nie zrobi materiału publiczna TV. Świadczy to o tym, że mamy do czynienia z grą interesów, że nie chodzi tylko o dzieci, które mogą urodzić się także dzięki naprotechnologii, która jest autentycznym leczeniem bezpłodności.

Obrońcy in vitro często tłumaczą, że są za życiem, dlatego je popierają. Ale to tylko półprawda, a hasło jest bardzo bałamutne. Przy procedurze zapłodnienia pozaustrojowego ginie kilka embrionów, więc jest to jedno życie kosztem kilku istnień, życie za śmierć. A poza tym jest to sztuczna inseminacja ludzi, która, choć to nie zamierzone, sprowadza ich do poziomu zwierząt. Rozrywa personalną więź między mężczyzną i kobietą, ojcem i matką. Rujnuje więzi międzyosobowe i morale człowieka.

Ta metoda zaspakaja naturalną potrzebę rodzicielstwa, ale nie uwzględnia drugiego człowieka. Dziecko zaś staje się towarem, który można sobie „załatwić”. Takie uprzedmiotowienie człowieka jest bardzo groźne. A ostatecznie chodzi o wielkie pieniądze, które zarabia się na tej metodzie, choć wszystko rzekomo dzieje się dla dobra ludzkości. W istocie in vitro rujnuje nie tylko więzi międzyosobowe, ale i samo morale człowieka. Gdyż jeżeli wprowadza się relatywizm w tak ważnej kwestii jak człowiek, właściwie nie ma już żadnej granicy.

za: ekai.pl

Kard. Burke: Brońmy małżeństwa aż po męczeństwo!

Kard. Burke: Brońmy małżeństwa aż po męczeństwo!
Kard. Raymond Leo Burke (fot. YouTube)

JE kard. Raymond Leo Burke wygłosił w Anglii wykład w obronie małżeństwa i życia ludzkiego. Wezwał katolików do naśladowania męczenników w walce o prawdę naszej wiary.

„Dzisiaj, na przykład, spotykamy się ze smutnym obowiązkiem mówienia o ‘tradycyjnym’ małżeństwie, tak, jakby istniał w ogóle inny rodzaj małżeństwa. A jest przecież tylko jeden rodzaj małżeństwa, który Bóg dał nam podczas Stworzenia, wykupiony przez Chrystusa przez Jego zbawczą Pasję i Śmierć” – powiedział kardynał.

„Nawet wewnątrz Kościoła są tacy, którzy zaciemniają prawdę o nierozerwalności małżeństwa w imię miłosierdzia. Ludzie, którzy dokonują naruszenia jedności małżeńskiej poprzez antykoncepcję, w imię duszpasterskiego rozumienia. Ludzie, którzy w imię tolerancji milczą w obliczu ataków na samą jedyność małżeństwa jako związku między jednym mężczyzną a jedną kobietą” – kontynuował purpurat. „Są nawet tacy, którzy zaprzeczają, że małżeństwo otrzymuje szczególną łaskę heroicznego życia w wiernej, trwałej i dającej życie miłości” – dodał kard. Burke.

Kardynał wskazał następnie, że wierni muszą być gotowi do cierpienia w obronie świętości małżeństwa. Musimy w heroiczny i całkowicie jasny sposób świadczyć o małżeństwie, gotowi do ofiar.

Purpurat wyraził też swoje ogromne ubolewanie z powodu mordowania dzieci nienarodzonych. Wskazał ponadto, że istnieje wyłącznie jedna seksualność, taka, jaką Bóg wszczepił w ludzką naturę. Nie ma mowy o żadnych „alternatywnych” seksualnościach!

za: www.fronda.pl

Kto nie chce uznać doktryny, niech będzie poganinem

Kto nie chce uznać doktryny, niech będzie poganinem
Kard. Robert Sarah (fot. YouTube)

Jeśli ktoś nie chce uznać ważności doktryny, to niech pozostanie poganinem – powiedział kard. Robert Sarah. I przypomniał, że za doktrynę męczennicy oddawali swoje życie!

Nie pozwolimy, aby duszpasterstwo wzięło górę nad doktryną. Doktryna to fundament, bez którego wszystko się wali – powiedział w wywiadzie dla francuskiego tygodnika „Le Journal du dimanche” kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. O jego wypowiedzi informuje „Radio Watykańskie„. Purpurat zaznaczył, że ludzi, którzy myślą tak jak on, jest w Kościele bardzo dużo. Przypomniał, że w kwestiach takich jak rozwody, relacje homoseksualne czy wolne związki Bóg wypowiedział się jasno. Również w kwestii komunii dla rozwodników w związkach niesakramentalnych Jan Paweł II nie pozostawił żadnych wątpliwości: nie mogą przystępować do komunii. Zaznaczył on jednak, że Kościół już jest otwarty na rozwodników. Zarówno oni, jak i ich dzieci mają w Kościele swoje miejsce.

Natomiast jeśli ktoś nie chce uznać ważności doktryny, to niech pozostanie poganinem – powiedział kard. Sarah, przypominając za tę doktrynę męczennicy oddawali życie. Jego zdaniem Kościół w Europie staje się coraz słabszy, bo relatywizuje się moralność i wartości chrześcijańskie. Młodzi nie mają już się na czym oprzeć, brak im punktów odniesienia.

Chociaż Ojciec Święty Franciszek jest bardzo popularny i pełno go w mediach, to nie przekłada się to na zainteresowanie samą świętą wiarą katolicką – uważa kard. Robert Sarah. Kościoły bowiem cały czas pustoszeją. Choć wierni chcą sobie zrobić z papieżem zdjęcie, chcą go dotknąć i zobaczyć, to, jak przyznają włoscy księża, na Mszach ludzi jest coraz mniej.

za: www.fronda.pl

Ks. prof. Bortkiewicz dla Fronda.pl: Kto popiera in vitro, stawia się poza Kościołem

Ks. prof. Bortkiewicz dla Fronda.pl: Kto popiera in vitro, stawia się poza Kościołem
Bronisław Komorowski (fot. Telewizja Republika/YouTube)

Jeżeli moje czyny przeczą mojej wierze, to tym samym sam wykluczam siebie z Kościoła. A to wykluczenie określa się mianem ekskomuniki – mówi ks. prof. Bortkiewicz o poparciu dla procedury in vitro.

Portal Fronda.pl: Czy katolik może popierać in vitro?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: Ocena Kościoła in vitro jest jednoznaczna. Została wyrażona wielokrotnie na bardzo wysokim poziomie, bo zarówno w encyklice Evangelium Vitae, w dwóch instrukcjach Kongregacji Nauki Wiary. Ta opinia nie pozostawia wątpliwości. In vitro jest czynem złym i moralnie niedopuszczalnym. Z dwóch podstawowych względów. Po pierwsze to procedura, w której niszczone jest ludzkie życie. Po drugie to procedura, która życiem ludzkim manipuluje w momencie jego powstania, jest to więc instrumentalizacja człowieka. Katolik, który jest świadomy swojej wiary, na żadnej płaszczyźnie swojego życia prywatnego czy społecznego nie może więc zaakceptować tej procedury.

Czy katolik, który tę procedurę akceptuje i popiera, wpisując ją na przykład do krajowego prawa, nie stawia się poza Kościołem, ściągając na siebie po prostu ekskomunikę?

Pańskie pytanie wybrzmiewa jak echo wcześniejszego pytania, które kiedyś mi postawiono w kontekście zachowania pani prezydent miasta Warszawy wobec profesora Chazana. Podtrzymuję swoją wcześniejszą opinię, która jest opinią po prostu bazującą na prostej logice. Jeżeli dobrowolnie przynależę do danej wspólnoty czy instytucji, a następnie w sposób świadomy i dobrowolny łamię podstawowe zasady tej instytucji, to tym samym z niej się wykluczam. Nie chodzi mi tutaj o orzeczenia prawa kanonicznego, ale o orzeczenia bytowe. Nie mogę być za i jednocześnie przeciw. Nie mogę służyć Bogu i diabłu. Albo rzeczywiście wyznaję wiarę Kościoła i to wyznawanie jest przekładane na czyny, albo, jeżeli te czyny przeczą mojej wierze, to tym samym sam wykluczam siebie z Kościoła. A wykluczenie ze wspólnoty oznacza właśnie słowo ekskomunika.

Jak w takim razie ocenić postawę prezydenta Bronisława Komorowskiego, który twierdzi, że jest katolikiem, a jednocześnie popiera in vitro mówiąc, że jest za życiem?

Zastanawiałem się właśnie nad tym, czy pan prezydent może jest za życiem roślin albo drzew w lesie? Nie może być na pewno za życiem ludzkim popierając in vitro. In vitro jest procedurą, w której dokonuje się niszczenie zarodków, co przewiduje także projekt ustawy o tak zwanym leczeniu niepłodności, w gruncie rzeczy ustawy reprodukcyjnej. Postawa pana prezydenta jest postawą albo schizofreniczną albo zakłamaną. Innej możliwości nie widzę.

Jego doradca prof. Tomasz Nałęcz tłumaczy, że chociaż prezydent Komorowski jest katolikiem, to jako prezydent właśnie ma jedną panią, a jest nią Konstytucji Rzeczpospolitej.

Zwróciłbym uwagę, że w Konstytucji Rzeczpospolitej, o której tak pięknie mówi profesor Nałęcz, widnieje zapis o ochronie życia ludzkiego od poczęcia. Możemy powiedzieć, że in vitro narusza zasadę konstytucyjną, ponieważ życia poczętego nie chroni, zamrażając zarodki i po jakimś czasie je eliminując. In vitro narusza Konstytucję. Jeżeli pan profesor Nałęcz zechciałby odczytać pełen zapis Konstytucji, to myślę, że miałby pewne problemy z pogodzeniem Konstytucji z projektem ustawy in vitro. Niezależnie od tego katolika obowiązuje prawo Boże, które dobrowolnie wybiera wraz z włączeniem do wspólnoty Kościoła. To prawo jest bardziej podstawowe i bardziej fundamentalne niż wszelkie konstytucje. Nie trzeba dowodzić, że Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej obowiązuje nas od lat 90., natomiast prawo Boże obowiązuje nas przeszło 2000 lat.

Z tego, co ksiądz profesor mówi wynika jednoznacznie, że prezydent Komorowski nie dość, że stawia się poza Kościołem świętym, to łamie jeszcze polską Konstytucję.

Wiem, że to stwierdzenie wybrzmiewa bardzo mocno. Pozostawiałbym to prostemu wnioskowaniu. Myślę, że każdy powinien i może sobie ten wniosek sam wyciągnąć z zestawienia faktów, które tej rzeczy dotyczą.

Rozmawiał Paweł Chmielewski

za: www.fronda.pl

To się dzieje!11 marca 2015

Kolejne bestialskie wideo Państwa Islamskiego

Nagranie wideo zamieszczone we wtorek (1o marca) w internecie przez Państwo Islamskie (IS) przedstawia egzekucję Palestyńczyka oskarżonego o szpiegowanie dla izraelskiego wywiadu. Mężczyznę rozstrzeliwuje młody chłopiec – podaje AFP.

Kolejne bestialskie wideo Państwa Islamskiego PAP /EPAMatka zamordowanego Muhammada Musallama (na fotografii) opłakuje śmieć syna

IS zamieściło w internecie mniej więcej 10-minutowe nagranie wideo, na którym widać ubranego w pomarańczowy kombinezon mężczyznę oraz jego izraelski paszport; zostaje on przedstawiony jako Muhammad Said Ismail Musallam.

Mężczyznę oskarżonego o to, że jest agentem Mosadu, zabija jednym strzałem chłopiec w stroju przypominającym mundur polowy.

Mówiący po francusku dżihadysta grozi, że IS zaatakuje teraz mieszkańców Izraela i zdobędzie Jerozolimę; przypomina niedawne ataki we Francji, które były wymierzone w Żydów.

Wideo zawiera też listę nazwisk i zdjęcia osób, które przedstawione są jako izraelscy szpiedzy.

W lutym ojciec Muhammada Musallama zaprzeczył informacjom opublikowanym w anglojęzycznym periodyku wydawanym przez IS „Dabiq”; pismo przedstawiło tam tekst, który miał być wywiadem z 19-letnim Musallamem. Według IS był on szpiegiem wysłanym do Syrii przez Mosad.

„Mój syn jest niewinny. IS go oskarża, ponieważ on stara się uciec” – powiedział wówczas ojciec Muhammada Musallama w rozmowie z AFP. Nie zdementował jednak informacji, że jego syn przerwał służbę wojskową w Izraelu, by dołączyć do dżihadystów w Syrii.

Rzecznik Szin Bet – izraelskich służb bezpieczeństwa – poinformował wówczas, że Musallam wyjechał 24 października do Turcji, a stamtąd do Syrii, gdzie dołączył do IS. Jednak według rzecznika Szin Bet „zrobił on to z własnej inicjatywy i bez wiedzy swych rodziców”.

W połowie stycznia IS zamieściło w internecie wideo, które przedstawiało przesłuchanie i egzekucję dwóch mężczyzn określonych jako „rosyjscy agenci”; strzelał do nich mniej więcej 10-letni chłopiec.

Podczas przesłuchania jeden z pojmanych zeznał, że jest obywatelem Kazachstanu zrekrutowanym przez rosyjskie służby wywiadowcze (FSB). Drugi mężczyzna powiedział, że jest Rosjaninem, pracował niegdyś dla FSB, które zleciło mu zabicie niezidentyfikowanego członka IS.

za: www.gosc.pl

To się dzieje!10 marca 2015

Chrześcijanie jako żywe tarcze

Porwani w Syrii chrześcijanie wykorzystywani są przez islamistów jako żywe tarcze. Sytuacja w kraju wciąż się pogarsza. Jednocześnie wydaje się, że wspólnota międzynarodowa coraz bardziej traktuję wojnę w Syrii jako kolejny z zapomnianych konfliktów. W ten sposób o sytuacji w tym kraju, który 15 marca wejdzie w swój piąty wojenny rok, mówi abp Mario Zenari.

Chrześcijanie jako żywe tarcze HENRYK PRZONDZIONO /FOTO GOŚĆSyria. Palmira

Nuncjusz apostolski w Damaszku informuje zarazem, że nie udało się uwolnić – jak to wydawało się wczoraj – wszystkich 52 chrześcijańskich rodzin uprowadzonych na pograniczu z Turcją. Eskortowane przez członków tzw. Państwa Islamskiego autobusy z ostatnią grupą porwanych wpadły w pułapkę. „Islamiści nie tylko że nie oswobodzili chrześcijan, ale porwali kolejne rodziny, by osłonić się nimi w czasie odwrotu” – mówi abp Zenari.

„To nie jest pierwszy raz, kiedy cywile wykorzystywani są jako żywe tarcze. Mogę powiedzieć, że w ostatnich tygodniach konflikt przybrał na sile. Odczuwalne to jest także w Damaszku, gdzie zintensyfikowano ostrzał moździerzowy. Musimy być świadomi tego, że za pięć dni Syria niestety wejdzie w piąty rok wojny domowej, a raczej wojny regionalnej, zważywszy na krzyżujące się tu interesy. Niestety panuje przekonanie, że przemoc się jeszcze nasili. Strony konfliktu idą w zaparte. Słyszalne z różnych stron nawoływanie do zawieszenia broni i wznowienia dialogu kolejny raz nie zostało wysłuchane. To co negatywnie odbiło się na konflikcie syryjskim, to napływ dżihadystów z zewnątrz: z Kaukazu, ale też z państw arabskich. Oni to, nie znając syryjskiej rzeczywistości, w tym także wkładu chrześcijan w społeczny i kulturowy rozwój tego kraju, stali się poważnym zagrożeniem dla miejscowej wspólnoty chrześcijańskiej. Powstrzymanie napływu tych dżihadystów jest koniecznym i pilnym krokiem do zrobienia”.

Bilans czterech lat wojny w Syrii jest przerażający: 200 tys. zabitych (z czego jedna trzecia to cywile), 4 mln uchodźców wewnętrznych i 2 mln osób, które schroniły się w krajach ościennych.

za: www.gosc.pl

Słynna konwencja i płeć społeczno-kulurowa10 marca 2015

Prof. Zoll: „Płeć społeczno-kulturowa? Nie bardzo rozumiem ten twór”

fot.trybunal.gov.pl
fot.trybunal.gov.pl

Niepokój wobec niektórych zapisów Konwencji o przemocy wobec kobiet wyraził prof. Andrzej Zoll.

Jego wątpliwości budzi m.in. sformułowanie: „płeć społeczno-kulturowa”. W rozmowie z KAI b. prezes Trybunału Konstytucyjnego stwierdził, że Polska mogłaby ratyfikować tę konwencję ale z pewnymi zastrzeżeniami.

W rozmowie z KAI prof. Andrzej Zoll przyznał, że w Polsce występuje problem przemocy domowej, zaś Konwencja może się przyczynić do zmniejszenia tej patologii. Jednocześnie jednak wyraził niepokój wobec niektórych zapisów tego dokumentu.

Wątpliwości prawnika budzi m.in. sformułowanie „płeć społeczno-kulturowa”. „Nie bardzo rozumiem ten twór. Boję się, że chodzi tutaj o taką interpretację, która prowadził do zatarcia specyficznych dla obu płci funkcji społecznych” – zaznacza prof. Zoll przywołując opinię wykładowcy prawa rodzinnego, prof. Gwiazdomorskiego, iż równouprawnienie nie oznacza tożsamości obowiązków.

B. prezes Trybunału Konstytucyjnego zwraca uwagę na zapis z art. 3 Konwencji mówiący o tym, że płeć społeczno-kulturowa oznacza „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”. W ocenie prawnika definicja sama w sobie nie byłaby groźna, niemniej art. 12 Konwencji mówi o zobowiązaniach na rzecz „wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”.

Zdaniem prof. Zolla taki zapis umożliwia bardzo różną interpretację, dlatego jest przeciwnikiem takiego sformułowania.

Jego niepokój budzi też art. dotyczący edukacji, który mówi m.in. gdzie jest mowa o „niestereotypowych rolach przypisanych płciom”. „Chciałbym wiedzieć, co się za tym kryje” – stwierdza prawnik.

W ocenie b. Rzecznika Praw Obywatelskich, Polska mogłaby ratyfikować tę konwencję ale z pewnymi zastrzeżeniami, to znaczy, nie wyrażając zgody na zapis mówiący o wykorzenianiu „uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”.

Zwraca uwagę, że wspomniane „stereotypy modelu roli kobiet i mężczyzn” mogą oznaczać po prostu różne funkcje w społeczeństwie.

Absolutnie chciałbym, żeby w polskim społeczeństwie te tradycyjne różnice funkcji społecznych były zachowane

— podkreśla prof. Zoll.

Dlatego, w jego opinii, sformułowanie mówiące o „wykorzenianiu tradycji” jest bardzo niebezpieczne. Prawnik wskazuje też na różne funkcje kobiety i mężczyzny w społeczeństwie.

Są to role, które wynikają właśnie różnicy płci i innych zadań, które w rozwoju społeczeństwa i kultury obie te płcie mają. Te zadania się uzupełniają i w żaden sposób nie pozostają wobec siebie w konflikcie, tylko są komplementarne. Zacieranie tych różnych ról jest czymś, co dla rozwoju społeczeństwa jest groźne

— ocenia.

Prof. Zoll przyznaje iż wolałby, żeby po ewentualnej ratyfikacji Konwencji, jej zapisy pozostały martwe.

Podkreślam raz jeszcze: dostrzegam problem przemocy. Ale wspomniane zapisy Konwencji z przemocą nie mają akurat nic wspólnego

— stwierdza.

Prof. Andrzej Zoll jest członkiem Komisji Kodyfikacyjnej prawa karnego przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Pełnił m.in. funkcje prezesa Trybunału Konstytucyjnego i Rzecznika Praw Obywatelskich.

za: www.wpolityce.pl

Coś na oko!!!5 marca 2015

Mocna kampania „Konkubinat to grzech” wywołała burzę wśród Polaków. Kto się boi Dekalogu?

Fot. InternetW kilku miastach w Polsce pojawiły się plakaty o treści „Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż”, wywołując ogromną burzą wśród Polaków. – Autorzy plakatu nie nawołują w nim do zła. Przypominają o istotnym prawie moralnym, którego zachowanie nikomu nie przyniosło i nie przyniesie szkody – mówi ks. Krzysztof Podstawka, rzecznik Archidiecezji Lubelskiej.

Pojawienie się w kilku miastach Polski plakatów „Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż!” wywołało burzliwą dyskusję wśród Polaków. Kampania ma zarówno zwolenników jak i przeciwników. W niektórych miastach plakaty zostały zniszczone.

Sprzeciw wobec akcji być może jest wprost proporcjonalny do rangi problemu. Katolicy mają prawo korzystać z przestrzeni publicznej (przecież zapłacono za miejsca na bilbordach) i przypominać swoim współwyznawcom o Dekalogu. A że inni też to czytają, to dobrze. Przecież autorzy plakatu nie nawołują w nim do zła

– podkreśla ks. Krzysztof Podstawka, rzecznik Archidiecezji Lubelskiej.

Osoby, które zamieszkały razem bez ślubu zaciągają na siebie grzech ciężki. Konkubinat jest grzechem ciężkim. To kwestia jasna i klarowna jeśli chodzi o naukę Kościoła

– podkreśla ks. dr hab. Grzegorz Wojciechowski.

Dodaje też, iż życie w grzechu ciężkim niesie ze sobą poważne konsekwencje takie jak niemożność przystępowania do Komunii świętej i sakramentu pojednania, a także zgorszenie.

Akcja wpisuje się doskonale w ducha Wielkiego Postu, a zainteresowanie jakie wzbudza, tylko uwypukla jej znaczenie.

Co zaskakujące, na temat plakatów negatywnie wypowiadają się też osoby, które deklarują się jako katolicy. Ks. Wojciechowski zauważa, iż jest to negatywny znak naszych czasów.

Rozmywa się to, co jest dobrem a co złem. Katolicy, którzy deklarują, że nie ma problemu zamieszkania z kimś odzwierciedlają ducha czasów w których zaczynamy żyć. Młodzi ludzie często wychodzą z założenia spróbujemy „czy nam wyjdzie”. W razie problemów, decydują się często na rozstanie

– podkreśla.

W przyszłości coraz ciężej będzie stworzyć związek małżeński

– dodaje ks. Wojciechowski.

Najwięcej do powiedzenia w kwestii plakatów mają jednak osoby deklarujące się jako niewierzące. Ich zdaniem rozpowszechnianie posterów godzi w wolność religijną.

Jeśli ktoś jest niewierzący lub wierzy inaczej niech nie bierze hasła z plakatu do siebie. Jednak refleksja nikomu nie zaszkodzi

– podkreśla ks. Podstawka.

Dodaje też, iż żyjemy w państwie wolnym i państwie prawa. Wierzący jako równoprawni obywatele mają prawo do wyrażania swoich opinii. Hasła z plakatu nie wzywają do nienawiści, niczego nikomu nie narzucają, nie łamią prawa, nie burzą ładu społecznego.

Przypominają natomiast o istotnym prawie moralnym, którego zachowanie nikomu nie przyniosło i nie przyniesie szkody

– dodaje.

Ks. Grzegorz Wojciechowski zaznacza, iż plakat należy traktować analogicznie do listu Konferencji Episkopatu Polski.

Adresatami są osoby, które są katolikami, uczęszczają na niedzielne Msze święte lub w ciągu tygodnia. Mamy tu konkretne ukierunkowanie.

Dyskusja jaka pojawiła się wokół plakatów budzi ogromne zdziwienie.

Nie rozumiem negatywnego zainteresowania niektórych mediów tą akcją plakatową. Są to czasem wręcz próby ośmieszenia akcji i jej organizatorów. Wolałbym aby różne środowiska opiniotwórcze zjednoczyły siły wokół tych działań, które będą wzmacniały rodzinę i przeciwdziałały jej rozpadowi. Wtedy takie akcje nie będą potrzebne

– podkreśla ks. Podstawka.

Zaznacza, że troska o bezpieczeństwo rodziny powinna być wspólnym obowiązkiem społecznym. Świata mediów również.

za: www.wpolityce.pl

Coś na oko!!!4 marca 2015

Episkopat Polski4 marca 2015

Głos Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w kontekście przygotowywanej ustawy o leczeniu niepłodności

Warszawa, 4 marca 2015 r.

Kościół jest świadomy, że niepłodność stała się w Polsce chorobą cywilizacyjną. Wyraża szczere współczucie parom dotkniętym tym cierpieniem i pragnie im towarzyszyć. Uważamy za konieczne stworzenie narodowego programu prawdziwego leczenia niepłodności. Współczesna medycyna wskazuje bowiem jasno, że usunięcie medycznych lub psychologicznych przyczyn niepłodności daje znacznie większe szanse na urodzenie zdrowego dziecka niż procedury sztucznie wspomaganego rozrodu, które nie leczą niepłodności.

Rozumiemy potrzebę ustawowego uregulowania kwestii zapłodnienia pozaustrojowego, gdyż obecny brak jakichkolwiek rozwiązań pozwala na całkiem dowolne postępowanie z ludzkim materiałem genetycznym i powoływanymi do życia embrionami. Z moralnego punktu widzenia dopuszczenie sztucznego zapłodnienia nie może być zaakceptowane, czyni bowiem człowieka produktem działania ludzkiego, poddanego racjonalności technicznej, a nie etycznej. Podobnie, nie każda regulacja może być zaakceptowana w perspektywie unormowań Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Przewiduje ona konieczność traktowania ludzkiego embrionu jako człowieka, z wrodzoną godnością, jako podmiotu, a nie przedmiotu czy zlepku komórek.

Z tego powodu embrion ludzki musi być traktowany w równie podmiotowy sposób, jak każdy z nas. Nie może być sprowadzony do rodzaju tkanki i traktowany jako materiał genetyczny o zdolności do dalszego rozwoju ani jako projekt człowieka. Niedopuszczalne jest również poddawanie go procedurze selekcji, mrożeniu, modyfikacji. Nie wolno uczynić go przedmiotem eksperymentu. Nie można zaakceptować tworzenia embrionów na przyszłość, do ewentualnego wykorzystania w razie potrzeby. Należy zaznaczyć, że wszelkie manipulacje i przechowywanie embrionów zmniejsza ich potencjał do dalszego rozwoju i zwiększa ryzyko ich obumarcia. Warto przestrzec, że współczesne badania naukowe – wbrew temu, co twierdzą specjaliści związani z funkcjonowaniem klinik in vitro – wskazują na nieuniknione negatywne skutki medyczne dla dzieci, których konsekwencje indywidualne oraz populacyjne są poważne i nie do końca przewidywalne.

Pamiętajmy o tym, że w encyklice Evangelium vitae Jan Paweł II przypominał, że „skoro tylko komórka jajowa ulega zapłodnieniu, rozpoczyna się życie, które nie należy już ani do ojca, ani do matki, ale do nowej istoty ludzkiej, która rozwija się samoistnie” (EV 60). Z tego powodu ustawa powinna zawierać szczególne rozwiązania nakierowane na dobro dziecka. Musi gwarantować mu pozostawanie pod pieczą rodziców, prawo do poznania prawdy o pochodzeniu biologicznym, a także prawo do poczęcia w sposób naturalny. Dlatego za swój obowiązek uważamy przypomnienie, że przygotowywana przez rząd ustawa o tak zwanym leczeniu niepłodności – która niebawem trafi do Parlamentu – powinna wspomagać przede wszystkim rozwój klinik gwarantujących leczenie niepłodności, a nie koncentrować się na opcji sztucznie wspomaganej prokreacji. Podobnie, musi zawierać ograniczenie, które zagwarantuje, by dzieci – dla ich dobra – nie były powoływane w procedurze in vitro poza relacją małżeńską, w parach nieformalnych.

Z perspektywy dobra dziecka należy również rozpatrywać ewentualne zezwolenia na oddawanie innym parom embrionów powołanych do życia przez jego rodziców genetycznych czy na korzystanie z nasienia innego mężczyzny niż mąż. Rodzi to ogromne problemy związane z tym, na kim ciążyć będą obowiązki rodzicielskie, w którym momencie będą przechodzić na inne osoby i w jakim zakresie; w końcu z tym, jakie obowiązki moralne spoczywać będą na osobach w różny sposób zaangażowanych w powołanie do życia, przyjęcie do urodzenia i wychowania dziecka. Dopuszczenie takich możliwości jest systemowym brakiem troski o dziecko i lekceważeniem jego potrzeb.

Na koniec chcemy wyraźnie podkreślić, iż mimo krytycznego stosunku do procedury in vitro, między innymi ze względu na traktowanie w niej dzieci jako przedmiotów ludzkiego działania, stanowczo podkreślamy, że dzieci powołane w ten sposób do życia należy przyjąć z miłością i szacunkiem, na który zasługują tak samo jak dzieci poczęte naturalnie. Kościół nie stoi na drodze do szczęścia bezdzietnych małżeństw, rozumie ich pragnienie posiadania własnego genetycznie dziecka, przeżywania ciąży i porodu. Pragniemy jednak zachęcać do realizowania go w oparciu o hierarchię wartości, której fundamentem jest niezbywalna godność osoby ludzkiej od pierwszego momentu jej istnienia. Ośmielamy się zwracać uwagę, że ze względu na dobro dzieci należy przede wszystkim poszukiwać naturalnego sposobu ich poczęcia, adopcji samotnego dziecka czy aktywności na rzecz dzieci potrzebujących opieki.

Abp Stanisław Gądecki
Metropolita Poznański
Przewodniczący KEP

Abp Marek Jędraszewski
Metropolita Łódzki
 Zastępca Przewodniczącego KEP

Bp Artur G. Miziński
Sekretarz Generalny KEP

7 sposobów na pokusy27 lutego 2015

7 sposobów na dręczące pokusy

Bycie wyznawcą Chrystusa nie chroni automatycznie przed pokusami. Może być nawet powodem ich większej intensywności.

1. Nie zapominaj o modlitwie

Niby oczywiste, ale czy masz na tyle silną relację z Bogiem, by dzielnie opierać się pokusom? Nie chodzi tutaj o podejście ilościowe, jeśli jednak twoje życie modlitewne nie jest regularne, zdecydowanie trudniej będzie ci odeprzeć ataki. Tu obowiązuje podobna zasada, jak przy ćwiczeniach fizycznych – „wytrenowana” dusza skuteczniej walczy z przeciwnościami.

2. Używaj mocy Słowa Bożego

Pamiętasz, jak zachowywał się Jezus, kiedy diabeł kusił go na pustyni? Nie wchodził z nim w niepotrzebną dyskusję. Odcinał pokusy Szatana za pomocą Słowa Bożego. Ty też nie negocjuj. Odnawiaj swój umysł przez codziennie czytanie Pisma Świętego, by w chwili próby, ściąć pokusy mieczem Słowa Bożego.

3. Pamiętaj, że Bóg zawsze wskazuje drogę ewakuacyjną

Nie daj się ponieść emocjom. Panika nie jest wskazana, bo nawet najbardziej perfidne pokusy da się zwalczyć. Słowo Boże obiecuje: „Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać.” (1 Kor 10, 13) Przy wyjątkowo uciążliwych pokusach, spróbuj odpędzić je także postem.

4. Poznaj własne słabości

Spisuj okoliczności, które powodują, że łatwiej ulegasz diabelskim podszeptom. Zastanów się, co jest źródłem pokus i co jest ich najczęstszą treścią. Pomyśl, jak możesz wykluczyć czynniki generujące pokusy (np. jeśli masz problemy z alkoholem, nie chodź na „zakrapiane” imprezy). Jaką potrzebę starają się one w tobie zaspokoić w sposób niezgodny z wolą Bożą? Im lepiej poznasz swoje słabe strony, tym łatwiej powiesz „nie” grzechowi.

5. Uciekaj!

Kiedy jesteś kuszony, zdecyduj się na „mentalną ucieczkę”. Skoncentruj swoje myśli na Bogu, myśl o sprawach ostatecznych. Jeśli to nie pomoże, spróbuj myśleć o rzeczach przeciwnych pokusie – np. jeśli wzbiera w tobie nienawiść, wzbudź sobie myśli pełne pokoju i serdeczności. Często najskuteczniejsze jest jednak całkowite odwrócenie uwagi. Kiedy pokusa zaczyna kiełkować, wypleń ją poprzez podanie umysłowi zupełnie innej pożywki, np. w postaci ciekawej lektury czy intensywnej pracy.

6. Poszukaj wsparcia

Biblia zachęca, by w duchowych zmaganiach walczyć drużynowo: „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego.” (Jk 5, 16). Nie bój się zatem porozmawiać o swoich zmaganiach z wierzącymi przyjaciółmi, poszukaj grupy modlitewnej, która będzie szturmować niebo w twojej intencji.

7. Nie zniechęcaj się

Jeśli ktoś jest na diecie i w chwili słabości zje ciastko, nie powinien od razu rzucać się na całą paczkę. Walka z pokusami to proces, w którym na pewno zdarzą się porażki. Jeśli popełnisz grzech, wyznaj go na spowiedzi i staraj się dalej. Nie obiecuj sobie jednak, że już nigdy więcej nie zgrzeszysz. Takie deklaracje są niemożliwe do spełnienia. Lepiej pokornie okazać przed Bogiem własną nicość i prosić, by ją uświęcił.

za: www.fronda.pl

Stanowisko w sprawie pigułki „dzień po”16 stycznia 2015

Stanowisko Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski w sprawie dopuszczenia do swobodnego obrotu handlowego pigułki postkoitalnej

W związku z publicznymi zapowiedziami dopuszczenia do obrotu bez reglamentacji preparatu postkoitalnego (tzw. pigułka dzień po), Zespół Ekspertów ds. Bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski przedstawia poniższe stanowisko.

W dyskusji publicznej poświęconej dopuszczalności swobodnego obrotu pigułką postkoitalną występuje kilka zasadniczych przekłamań, które stwarzają wrażenie, że mamy do czynienia z lekiem (a więc środkiem terapeutycznym), jak również, że polskie organy państwa są zobowiązane rozstrzygnięciem Unii Europejskiej do tego, by pilnie dopuścić obrót takim preparatem bez reglamentacji związanej z potrzebą konsultacji z lekarzem i wystawieniem recepty.

Wyjaśnienia wymaga działanie pigułki (ulipristalu). Ma ona podwójny mechanizm. Pierwszy, podobny do preparatów stosowanych w aborcji farmakologicznej (mifepristone), modyfikuje funkcje receptorów progesteronowych (działanie postowulacyjne i antynidacyjne). W tym przypadku następuje wydalenie zarodka ludzkiego z ustroju matki i jego śmierć. Drugie oczywiście zakłada potencjalną blokadę owulacji (działanie przeciwowulacyjne). Oba mechanizmy niszczą procesy fizjologiczne, które umożliwiają odpowiednio utrzymanie ciąży lub jej powstanie.

W odniesieniu do aspektu prawnego należy podkreślić, że całkowicie niezgodne z prawdą jest twierdzenie o istnieniu obowiązku Polski, w tym wynikającego rzekomo ze zobowiązań unijnych, do wprowadzenia pigułki postkoitalnej do obrotu z wyłączeniem wcześniejszej konsultacji z lekarzem i wystawienia recepty. Należy również wskazać, że stosowanie środka, który skutkuje śmiercią zarodka, można bez cienia wątpliwości uznać za zachowanie bezprawne i karalne w świetle polskiego kodeksu karnego oraz niedopuszczalne w świetle zasady ochrony godności człowieka, wypowiedzianej w art. 30 Konstytucji RP, od którego nie dopuszcza się w tym akcie żadnych wyjątków.

Zespół z niepokojem podkreśla, że stosowanie tzw. antykoncepcji doraźnej otwiera drzwi do istotnej zmiany kulturowej postaw i relacji międzyludzkich: propaguje swobodę seksualną i brak odpowiedzialności za podejmowanie relacji intymnych, banalizuje seksualność człowieka, niszczy ideał wyłączności relacji między kobietą i mężczyzną oraz pozwala na uwolnienie się od odpowiedzialności za drugiego człowieka.

Na szczególną uwagę zasługuje potrzeba ochrony dzieci ze względu na coraz częstszą wczesną inicjację seksualną, której ten środek również sprzyja. Nie można dopuścić do swobodnego stosowania przez nie, bez wiedzy rodziców, preparatów tak bardzo inwazyjnych i niebezpiecznych dla rozwoju psychoseksualnego osób niepełnoletnich. Obowiązkiem rodziców jest sprzeciw wobec dopuszczalności swobodnego obrotu pigułką postkoitalną ze względu na dobro ich dzieci.

Ten sam obowiązek spoczywa na katolikach prowadzących działalność polityczną, zwłaszcza na parlamentarzystach, przed którymi rząd ponosi odpowiedzialność, i na wszystkich osobach odpowiedzialnych za dobro wspólne i integralne dobro wszystkich obywateli.

W perspektywie zasad życia chrześcijańskiego, stosowanie przez konkretną osobę tzw. antykoncepcji doraźnej skutkuje zaciągnięciem przez nią poważnej winy moralnej w postaci grzechu ciężkiego. W ocenie tego postępowania nie można wskazywać na perspektywę ekskomuniki z mocy prawa, bowiem do jej zaistnienia konieczna jest pewność obiektywnie stwierdzalnego skutku. Tymczasem, w przypadku pigułki postkoitalnej mamy do czynienia z niewątpliwą intencją przeciwdziałania urodzeniu dziecka, jednak ze względu na brak pewności zapłodnienia i poronienia, warunki te nie są spełnione.

Zespół ma świadomość, że wiele osób wątpi w rzeczywistą naganność stosowania tzw. pigułki dzień po, jednak wiąże się to z brakiem znajomości mechanizmu działania tego preparatu, treści obowiązującego prawa, a niejednokrotnie z brakiem wrażliwości na życie dziecka poczętego. W tych okolicznościach Zespół zwraca się do ludzi dobrej woli z prośbą o pomoc w kształtowaniu prawidłowej oceny rzeczywistości dotyczącej tzw. antykoncepcji doraźnej oraz wzmacniania postaw odpowiedzialnego rodzicielstwa i hojności w przyjmowaniu potomstwa. Jednocześnie podkreśla, że wspólnym obowiązkiem jest pomoc samotnym matkom i wszystkim tym, których lęk o zdolność zapewnienia potomstwu należnego bytu prowadzi do poszukiwania sposobów na przerwanie ciąży.

Warto również zwrócić uwagę tym, którzy nie podzielają zaprezentowanego w stanowisku Zespołu poglądu, że częste stosowanie pigułki postkoitalnej bez kontroli lekarza jest brakiem dbałości o stan swojego zdrowia, bowiem antykoncepcja doraźna nie jest obojętna dla zdrowia kobiety. W końcu najbardziej destrukcyjne skutki ma stosownie środków hormonalnych tego rodzaju przez osoby młode.

***

Zespół Ekspertów KEP ds. Bioetycznych został powołany przez Episkopat 18 czerwca 2008 roku. Przewodniczącym tego gremium jest abp Henryk Hoser ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej. Zespół wydał już szereg dokumentów i oświadczeń, m.in. o współczesnych wyzwaniach bioetycznych, o klauzuli sumienia i o in vitro.

Coś na oko27 stycznia 2014

Warto odwiedzić

AdonaiBiblijni.plCaritas Diecezji KaliskiejDeonDiecezja KaliskaKonferencja Episkopatu PolskiMateusz.plNiedziela.plOpiekunOpokaOśrodek Szkoleniowo - Wypoczynkowy PaschaRadio RodzinaWiara.pl