Kościół znowu ma przepraszać. Kogo i za co? Na marginesie – boli mnie to nadużycie znaku pokoju. To znak liturgiczny, który wprowadza w komunię – wspólnotę. (…) Chyba, że mamy do czynienia z kodziarskim pseudochrześcijaństwem, które chce ten znak sponiewierać

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ks. prof. Paweł Bortkiewicz, odnosząc się do nowej kampanii środowisk LGBT pod hasłem „Przekażmy sobie znak pokoju”.

wPolityce.pl: Podczas inauguracji kampanii padły słowa: „Kościół potrzebuje, by mu wybaczyli ci, których zawiódł”. Czy Kościół ma za co przepraszać osoby homoseksualne i czy powinien?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: Już samo to stwierdzenie pokazuje jak bardzo demagogiczny i ideologicznych charakter ma ta kampania. Kościół znowu ma przepraszać. Kogo i za co? Na marginesie – boli mnie to nadużycie znaku pokoju. To znak liturgiczny, który wprowadza w komunię – wspólnotę. Ale to jest wieńczenie pewnego procesu, który rozpoczyna się wyznaniem win i przyjęciem słowa. Chyba, że mamy do czynienia z kodziarskim pseudochrześcijaństwem, które chce ten znak sponiewierać. Czy bracia i siostry spod znaku homotęczy chcą przeprosić za stowarzyszenie „Konsola”, za dyskryminację terapeutów gejowskich, za narzucanie swoich orientacji jako doktryny walki, pogardy i kłamstwa?

W kampanię zaangażowanych jest wiele środowisk uznających się za chrześcijańskie. Czy taka synteza nie jest szczególnie niebezpieczna?

To kolejny przykład chrześcijan ignorantów. Jest to postawa niebezpieczna. Ale może być tak, że jest to postawa dia-boliczna (od dia ballo – rozbijam). Proszę wybaczyć osobiste wspomnienia. Przed laty pracując na ATK w Warszawie miałem seminarzystę. Pisał pracę o recepcji nauczania Kościoła nt. homoseksualizmu u teologów amerykańskich. Chłopiec trochę był w Orchad Lake. Konkluzja pracy była prosta: Amerykanie wykpili infantylne nauczanie Kościoła. Wg mnie nie dorośli do tego by je zrozumieć. Pracy nie dopuściłem do złożenia, bo nie muszę być głupi jak teolog amerykański. A przede wszystkim praca była na seminarium z teologii katolickiej. Nie gejowskiej. Magistrat przychodził na seminaria z przyjacielem. Potem dowiedziałem się, że działa w organizacji „chrześcijańsko-gejowskiej”. Może to zilustrowane przynajmniej część potencjalnych partnerów dialogu.

Osoby LGBT mówią, że „chcą być w Kościele”. Co się kryję za tym sloganem?

Naprawdę nie wiem. Nie będę próbował tego rozszyfrować. Pewnie wielu chce być. Tyle, że każdy może.

W kampanii pomija się również oficjalną naukę Kościoła.

Tak jak wspomniałem, nauczanie Kościoła jest ignorowanie, nie tylko w postaci dokumentów nauki wiary, ale także w postaci Katechizmu. Kiedy Katechizm został opublikowany byłem w Londynie. Przed Westminster grupa homoseksualistów manifestowała z napisami m.in. „Pope says you must hate gay people”. Nie znałem polskiego tekstu Katechizmu, ale podszedłem wściekły. Pytałem ich „w którym miejscu to mówi?”, „w którym punkcie Katechizmu to napisał?”. Powiem tak – jedyna mowa nienawiści wynika z ignorancji. Takiej właśnie jaką prezentuje homoświat.

Czy środowiska LGBT nie są tylko narzędziem w rękach inżynierów społecznych walczących m.in. z cywilizacją chrześcijańską, szczególnie patrząc, że kampanię sponsoruję pan Soros.

Oczywiście, że to fragment całej kampanii i strategii neolewicy. To element destrukcji i poniżenia instytucji małżeństwa, a w konsekwencji rodziny. A jak mawiał św. Jan Paweł II „przyszłość świata idzie przez rodzinę”. Nazwisko finansisty wspierającego wiele zjawisk demontażu społecznego pokazuje z jakim zjawiskiem i w jakiej skali mamy do czynienia.

Jedną z twarzy kampanii jest ks. Andzej Luter. Mówi on tak: Czy para osób homoseksualnych żyjąca bez ślubu grzeszy bardziej niż para osób hetero w tej samej sytuacji? Kluczowe jest, czy w tym związku jest miłość”. Pytanie brzmi: czy jest to faktycznie „taka sama sytuacja” i czy możemy mówić w przypadku związku homoseksualistów o „miłości” a nie jej karykaturze

Ksiądz Luter idzie za Marksem. Kardynałem Marksem. Rzecz w tym, że obaj panowie mają braki w lekturze „Miłości i odpowiedzialności”. Miłość autentyczna nie polega na tym, aby mnie było dobrze, ale by było dobrze drugiej osobie. To miłość daru. Trzeba krótko stwierdzić o potędze seksualności, że to nie to samo co miłość osobowa. Księże Lutrze, lepiej za Wojtyłą niż Marksem.

Pod kampanią podpisuję się również Tygodnik Powszechny…

A to chodzi o ten „Tygodnik” co to dawno, dawno temu ponoć był katolicki? Ale teraz to chyba pismo Agory…

Rozmawiał Kamil Kwiatek.

za: www.wpolityce.pl