Parafia Rogaszyce – Kochłowy


Liturgia dnia

Naszą stronę zobaczyło
453
odwiedzających

Data

31 października 2014

Cytat dnia

"Głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim" - święty Paweł

Halloween28 października 2014

Kościół od lat przestrzega przed zgubnym wpływem satanistycznego Halloween. Niezwykle ważne są tu przestrogi byłej satanistki, Deborah Lipsky, która z trudem uwolniła się od wpływu demonów.

Ofiara Halloween przestrzega

Jedna z najważniejszych współczesnych świadectw na temat Halloween pochodzi od  Amerykanki Deborah Lipsky. Kobieta ta przez lata znajdowała się pod wpływem demonów. Z okultyzmu wyrwała się z wielkim trudem dzięki pomocy Maryi i egzorcystów. Na łono Kościoła Katolickiego wróciła w 2009 roku. Lipsky cierpiała w dzieciństwie na autyzm. Z tego powodu była w szkole szykanowana a nawet bita przez innych uczniów. W okresie najgorszych udręk nigdzie nie mogła znaleźć pomocy. Jej rodzice akurat się rozwodzili, a nauczyciele powiedzieli jej, że sama jest sobie winna. Rozpacz dziewczyny przerodziła się we wściekłość. Lipsky zdecydowała, że zemści się na swoich oprawcach dzięki czarom. Zajęła się z – jak twierdzi – dużym powodzeniem okultyzmem.

Kobieta zawarła z demonami pakt, w myśl którego pomagały jej zwalczać wrogów. Lipsky wspominała po latach, że jej dawni prześladowcy zaczęli odczuwać przed nią strach, a ona sama czuła się po prostu potężna. Jednak nie trwało długo, by piekielne moce obróciły się przeciwko niej samej. Demony zaczęły ją dręczyć z taką siłą, że Lipsky myślała nawet o ucieczce na łono Kościoła – tego samego, który kiedyś poprzysięgła sobie zniszczyć.

Po bardzo długich zmaganiach, dzięki wstawiennictwu Najświętszej Panienki  i egzorcyzmom udało jej się uwolnić od złych wpływów. Od 2011 roku Lipsky jest zaangażowana w szerzenie wiedzy o niebezpieczeństwach okultyzmu. W ramach swojej działalności bardzo ostro przestrzega chrześcijan przed udziałem w Halloween.

Po pierwsze Lipsky podkreśla, że Halloween jest bardzo ważnym świętem dla satanistów. W ich wydaniu Halloween staje się wielkim szyderstwem z katolickich celebracji Wszystkich Świętych. Kobieta mówi, że w tak jak Kościół modli się o wstawiennictwo świętych, jak sataniści z upodobaniem wzywają w ten dzień demony, by zaszkodziły ich wrogom. Lipsky stwierdza stanowczo, że chrześcijanie nie powinny brać udziału w Halloween. Mówi, że nawet ci, którzy chodzą na zabawy niewinnie ubrani, bez elementów diabelskich, tracą tę niewinność ze względu na otoczenie – przesiąknięte przecież demonicznym wpływem. W ten sposób wystawiają się na wielkie duchowe zagrożenie. Kobieta poleca rodzinom chrześcijańskim by zamiast wysyłać dzieci na halloweenowe obchody, odmówiły wspólnie różaniec lub poczytały żywoty świętych.

W dodatku, jak mówi Lipsky, jeżeli chrześcijanie rzeczywiście żyliby zgodnie z nakazami Ewangelii, to nie potrzebowaliby Halloween. Ich życie byłoby na tyle przesiąknięte łaską, że nie mieliby najmniejszej ochoty zajmować się tak zdrożnymi sprawami.

Halloween pogańskie czy satanistyczne?

 Świadectwo Deborah Lipsky należy potraktować ze wszech miar poważnie. Ze względu na swoją przeszłość bardzo dobrze poznała środowiska okutlystyczne. Faktycznie, zgodnie z jej słowami, w tzw. Kościele Szatana, stworzonym przez zmarłego przed szesnastu laty Antona LaVey’a, Halloween jest uznawane za czas wyjątkowy. Ta satanistyczna organizacja rzeczywiście głosi, jakoby w przeddzień Wszystkich Świętych zwykła bariera między światem ludzi i duchów znikała. Do rangi symbolu owego „Kościoła” urósł np. fakt, że LaVey zmarł 29 października, a więc właśnie w owym okresie „zawieszenia” normalnych praw rządzących wymiarami życia i śmierci.

Co ciekawe, ta satanistyczna interpretacja Halloween jest całkowitym wymysłem. Opiera się na uznaniu starożytnego celtyckiego święta za ceremonię ku czci boga śmierci – Samhain. Tymczasem w rzeczywistości, w czasach przedchrześcijańskich Celtowie – zwłaszcza w Irlandii – 1 listopada celebrowali początek nowego roku. Data ta uchodziła za pierwszy dzień zimy. W pierwszej kolejności celtyckie święto związane było z rytami agrarnymi – początek zimy był też czasem zakończenia prac nad gromadzeniem żywności.

Przy tej okazji Celtowie oddawali cześć swoim zmarłym przodkom w zwykły dla wielu przedchrześcijańskich kultur sposób – zostawiali mianowicie nieco pożywienia, by uspokoić rozgniewane duchy. Kościół już w IX wieku, ze szczególnej inicjatywy wielkiego Alkuina, ochrzcił to pogańskie święto. Tymczasem wspomniana okultystyczna interpretacja starożytnej tradycji celtyckiej pojawiła się dopiero w naszych czasach, być może na skutek obserwacji coraz bardziej brutalnego i jawnie okultystycznego charakteru, jaki Halloween przyjmuje w świecie Zachodu. A przecież „Halloween” to amerykańskie zniekształcenie irlandzkiego „All Hollows’ Eve”, obchodzonego przez setki lat pobożnie i po katolicku! Jak doszło do przemiany tego chrześcijańskiego święta Irlandii w konsumpcyjno-okultystyczną parodię?

Jak dekonstruowano Halloween

W połowie XIX w. setki tysięcy Irlandczyków, uciekając przed głodem i biedą, wyemigrowały do Nowego Świata, przynosząc ze sobą obchody wigilii dnia Wszystkich Świętych. Już pod koniec dziewiętnastego stulecia „Halloween” stało się popularne wśród amerykańskich warstw wyższych – jednocześnie jednak straciło swój katolicki charakter. Byłby on nie do przyjęcia wśród heretyckich wspólnot, jakie tworzyły większość tamtejszych chrześcijan. W początkach XX w. Halloween zaczęło przenikać do kultury masowej, za czym stały zwłaszcza ogromne pieniądze fabryk słodyczy i rozmaitych „świątecznych” gadżetów, adresowanych coraz częściej do dzieci.

Święto, niezwykle sugestywnie przemawiające do wyobraźni najmłodszych swoją magiczno-piekielną scenerią, szybko zdobyło sobie ogromną popularność. Dziś świętuje je w ten czy inny sposób niemal 90% Amerykanów wydając na nie rokrocznie kilka miliardów dolarów. Zwolennicy Halloween mówią, że ta masowość bezapelacyjnie rozstrzyga o nieszkodliwości całego zjawiska. No bo, jak mówił rok temu Tadeusz Bartoś portalowi natemat.pl, „w USA ludzie się w to bawią i jakoś nie są satanistami”. Wtórował mu ks. Wojciech Lemański: „Tamtejsze społeczeństwo jest w gruncie rzeczy bardzo religijne, a przy tym mocno kultywuje Halloween. Tam po prostu to przyjęto”. Cóż, nie będę tu wspominał o rokrocznie zdarzających się w USA dziesiątkach brutalnych morderstw popełnianych „z okazji” Halloween przez dzieci i młodzież, szaleńcy mordują przecież zainspirowani też tysiącami innych rzeczy. Błąd w rozumowaniu obu wymienionych autorytetów leży bowiem gdzie indziej.

Alternatywą jest Wigilia Wszystkich Świętych

Po pierwsze fakt, że społeczeństwo jest religijne, doprawdy niczego nie dowodzi. Do zbawienia prowadzi bowiem prostą drogą jedna konkretna religia, a nie po prostu „religijność”. Po drugie, trzeba niezwykłego zaślepienia by uważać, że jedynie otwarty satanizm świadczy o znalezieniu się pod wpływem szatana! Przykładowo, miliony zajadłych amerykańskich aborcjonistów w żadnym razie nie należą do „Kościoła” szatana, co nie zmienia faktu, że nawołują do zwykłego morderstwa. Niektórzy z nich należą za to do „Kościoła eutanazji”, promującego nie tylko samą eutanazję, ale także aborcję, samobójstwo i sodomię. Trzeba zadać zasadne pytanie, czy społeczne przyzwolenie na działalność takich organizacji nie ma związku z otwartym zapraszaniem szatana do jawnej manifestacji w oficjalnej kulturze.

O tym, że współczesny Zachód jest poważnie chory wystarczająco świadczą liczne współczesne szaleństwa i kompletny brak poszanowania dla wartości ludzkiego życia. Wprowadzanie do Polski nowej tradycji polegającej na bliskich okultyzmowi zabawach w diabła może tylko zaszkodzić. Halloween nie niesie ze sobą żadnych pozytywnych wartości – dziecięca radość wzbudzona przez duchy, czarownice i wampiry może rychło przerodzić się w swoje przeciwieństwo. A co powiedzieć o paradach dla dorosłych osób urządzanych na Zachodzie we wielkich miastach, gdzie otwarcie satanistyczna symbolika jest połączona z bezwstydną nagością? Tylko od nas zależy, czy damy przyzwolenie na kolejny sposób demoralizacji i dechrystianizacji społeczeństwa. Zamiast posyłać dzieci na szkolne zabawy, lepiej pójdźmy z nimi choćby na katolickie obchody wigilii Wszystkich Świętych, „Holy Wins”, organizowane w tym roku w wielu polskich parafiach. Od tego może zależeć ich i nasze zbawienie.

Paweł Chmielewski

za: www.fronda.pl

Możesz pomóc24 października 2014

Caritas prowadzi zbiórkę dla ofiar wybuchu gazu w Katowicach

23 października około 5.00 nad ranem w wyniku wybuchu gazu w kamienicy przy ul. Sokolskiej w Katowicach zawaliły się trzy kondygnacje budynku. W katastrofie zginęły trzy osoby, kilka z obrażeniami trafiło do szpitala. Duża część mieszkańców straciła dach nad głową i dobytek życia.

W kamienicy było zameldowanych 25 osób. Caritas Archidiecezji Katowickiej zapewniła 15 z nich schronienie w swoim ośrodku. W większości ewakuacja wyrwała mieszkańców kamienicy ze snu, co sprawiło, że wybiegli ze swoich mieszkań bez podstawowych rzeczy.

Najlepiej przekazać poszkodowanym pieniądze, aby każdy z nich mógł zakupić najpotrzebniejsze rzeczy. Jeśli natomiast chodzi o pomoc rzeczową potrzebne są rzeczy codziennego użytku takie jak: pościel, ręczniki, czy artykuły higieniczno-chemiczne. W kolejnych dniach potrzebne będą także meble – mówi ks. Krzysztof Bąk, dyrektor Caritas Archidiecezji Katowickiej.

Cały czas poszkodowani pozostają również pod opieką psychologów z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach. Osoby dorosłe tłumią w sobie przeżycia ostatnich dni. Najbardziej tę całą sytuację przeżywają dzieci. Dla nich dom jest schronieniem. Jeśli nie mają domu, nie czują się bezpiecznie – dodaje ks. Bąk.

Osoby poszkodowane w wybuchu gazu w kamienicy w Katowicach można wspomóc wysyłając SMS o treści POMAGAM na numer 72052 koszt 2,46 z vat

lub dokonując wpłaty na konto Caritas Archidiecezji Katowickiej:

90 1560 1111 0000 9070 0011 6398 GETIN BANK S.A II O/ Katowice z dopiskiem KATASTROFA.

Orędzie Biskupów23 października 2014

W dniach 5-19 października 2014 r odbyło się w Watykanie III Nadzwyczajne  Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów poświęcone rodzinie. Poniżej drukujemy orędzie biskupów ogłoszone za zakończenie tego Synodu.

My, ojcowie synodalni, zebrani w Rzymie wokół papieża Franciszka na nadzwyczajnym zgromadzeniu ogólnym Synodu Biskupów, zwracamy się do wszystkich rodzin na różnych kontynentach, szczególnie zaś do tych, które idą za Chrystusem – Drogą, Prawdą i Życiem. Okazujemy swój podziw i wdzięczność za codzienne świadectwo, jakie składacie nam i światu swoją wiernością, swoją wiarą, nadzieją i miłością.

Również my, pasterze Kościoła, urodziliśmy się i wzrastaliśmy w rodzinach o najróżniejszych dziejach i kolejach życia. Jako kapłani i biskupi spotkaliśmy i żyliśmy obok rodzin, które opowiedziały nam słowami i pokazały nam czynami długi ciąg blasków, ale także trudów.

Już samo przygotowanie tego zgromadzenia synodalnego, począwszy od odpowiedzi na kwestionariusz, rozesłany do Kościołów na całym świecie, pozwoliło nam usłyszeć głos bardzo wielu doświadczeń rodzinnych. Później nasz dialog w dniach Synodu wzajemnie nas wzbogacił, pomagając nam ujrzeć całą żywą i złożoną rzeczywistość, w której żyją rodziny.

Przedstawiamy wam słowa Chrystusa: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał a on ze Mną” (Ap 3, 20). Tak jak zwykł to czynić, gdy przemierzał drogi Ziemi Świętej, wchodząc do domów w miasteczkach, Jezus nadal chodzi także dzisiaj ulicami naszych miast. W swoich domach doświadczacie blasków i cieni, wzniosłych wyzwań, ale niekiedy też dramatycznych prób. Ciemność jeszcze bardziej gęstnieje, przechodząc w mrok wtedy, gdy w samo serce rodziny wkrada się zło i grzech.

Jest to przede wszystkim wielkie wyzwanie wierności w miłości małżeńskiej. Osłabnięcie wiary i wartości, indywidualizm, zubożenie relacji, napięcie pożądania, ignorujące refleksję, wyznaczają również życie rodzinne. Tak oto uczestniczymy w wielu kryzysach małżeńskich, do których często podchodzi się w sposób powierzchowny i bez odwagi cierpliwości, sprawdzenia, wzajemnego przebaczenia, pojednania a także poświęcenia. W ten sposób upadki te rodzą nowe relacje, nowe pary, nowe związki i nowe małżeństwa, stwarzając złożone sytuacje rodzinne a problematyczne z chrześcijańskiego punktu widzenia.

Spośród tych wyzwań chcemy przywołać również zmęczenie samym istnieniem. Mamy na myśli cierpienie, jakie może się pojawić w postaci dziecka inaczej uzdolnionego, ciężkiej choroby, zaburzeń nerwowych spowodowanych starością, śmierci bliskiej osoby. Podziwu godna jest wielkoduszna wierność wielu rodzin, przeżywających te próby odważnie, z wiarą i miłością, uważając je nie za coś, co je dopadło lub w nie uderzyło, ale jak coś, co zostało im dane i co oni dają, widząc w tych chorych ciałach cierpiącego Chrystusa.

Myślimy o trudnościach gospodarczych, wywołanych przez wypaczone systemy, przez „bałwochwalstwo pieniądza i dyktaturę ekonomii bez ludzkiej twarzy i bez naprawdę ludzkiego celu” (Evangelii gaudium, 55), które upokarza godność osób. Myślimy o bezrobotnych rodzicach, bezbronnych w obliczu konieczności zaspokojenia najbardziej nawet podstawowych potrzeb swych rodzin, oraz o młodych, mających przed sobą dni puste i bez oczekiwań i którzy mogą paść ofiarami narkomanii lub przestępczości.

Myślimy ponadto o wielkiej rzeszy rodzin biednych, o tych, które zapełniają łodzie, aby osiągnąć środki przeżycia, o rodzinach uchodźców, które – pozbawione nadziei – uchodzą na pustynie, o prześladowanych po prostu z powodu swej wiary oraz swych wartości duchowych i ludzkich, o tych, których dotknęło okrucieństwo wojen i ucisku. Myślimy też o kobietach, doświadczających przemocy i wykorzystywania, o handlu ludźmi, o dzieciach małych i starszych, będących ofiarami wykorzystywania, i to nawet ze strony tych, którzy winni ich strzec i troszczyć się o to, aby wzrastały w ufności oraz o członkach tak wielu rodzin, upokarzanych i przeżywających trudności. „Kultura dobrobytu nas znieczula i [...] zrujnowane życie tych wszystkich ludzi z powodu braku szans wydaje nam się zwykłym spektaklem, który nas wcale nie porusza” (Evangelii gaudium, 54). Wzywamy rządy i organizacje międzynarodowe do wspierania praw rodziny w imię dobra wspólnego.

Chrystus chciał, aby Jego Kościół był domem o drzwiach otwartych na przyjęcie, bez wykluczania kogokolwiek. Toteż jesteśmy wdzięczni duszpasterzom, wiernym i wspólnotom, gotowym towarzyszyć i brać na siebie wewnętrzne i społeczne zranienia par małżeńskich i rodzin.

Jest jednak również światło, które jaśnieje wieczorami za oknami domów w miastach, w skromnych domach na przedmieściach lub na wsi, a nawet w chatach: jaśnieje ono i rozgrzewa ciała i dusze. Światło to w dziejach miłości małżeńskiej zapala się wraz ze spotkaniem: jest to dar, łaska wyrażająca się wówczas, kiedy – jak mówi Księga Rodzaju (2,18) – dwa oblicza stają jedno wobec drugiego, w „odpowiedniej pomocy”, to znaczy jako równe i we wzajemności. Miłość mężczyzny i kobiety uczy nas, że każde z dwojga potrzebuje drugiego, aby być sobą, mimo że pozostaje odrębne od drugiego w swojej tożsamości, która się otwiera i objawia się we wzajemnym darze. To właśnie sugestywnie wyraża oblubienica w Pieśni nad Pieśniami: „Mój miły jest mój, a ja jestem jego… Jam miłego mego, a mój miły jest mój” (Pnp 2,16; 6,3).

Droga, aby to spotkanie było autentyczne, zaczyna się wraz z zaręczynami – okresem oczekiwania i przygotowania. Realizuje się w całej pełni w sakramencie, gdzie Bóg kładzie swoją pieczęć, swoją obecność i łaskę. Do tej drogi należy także seksualność, czułość, piękno, które trwają dłużej niż tężyzna i młodzieńcza świeżość. Miłość ze swej natury dąży do tego, by trwać na zawsze, gotowa nawet oddać życie za umiłowaną osobę (por. J 15,13). W tym świetle, miłość małżeńska, wyłączna i nierozerwalna trwa pomimo wielu trudności płynących z ludzkich ograniczeń. Jest to jeden z najpiękniejszych cudów, pomimo że należy do najczęstszych.

Miłość ta udziela się poprzez płodność i rozmnażanie się, które nie jest jedynie prokreacją, ale także darem życia Bożego w chrzcie św., wychowaniem i katechezą dzieci. Jest to także zdolność ofiarowania życia, miłości, wartości, będące doświadczeniem możliwym również dla tych, którzy nie mogli zrodzić dzieci. Rodziny żyjące tą wspaniałą przygodą stają się świadectwem dla wszystkich, a zwłaszcza dla młodzieży.

Podczas tej drogi, która niekiedy jest ścieżką na wyżynach, z trudami i upadkami, zawsze obecny jest i towarzyszy nam Bóg. Rodzina doświadcza tego w miłości i w dialogu między mężem a żoną, między rodzicami a dziećmi, między braćmi a siostrami. Następnie przeżywa to słuchając wspólnie Słowa Bożego i modląc się razem, będąc małą oazą ducha, którą należy tworzyć na kilka chwil w ciągu dnia. Jest więc codzienny trud wychowania do wiary oraz do dobrego i pięknego życia Ewangelią, do świętości. Zadanie to jest często dzielone i wykonywane z wielką miłością i oddaniem także przez dziadków i babcie. W ten sposób rodzina ukazuje się jako autentyczny Kościół domowy, który się poszerza do rodziny rodzin, będącej wspólnotą kościelną. Chrześcijańscy małżonkowie są też powołani, by stawać się również dla młodych par nauczycielami w wierze i miłości.

Jest też inny wyraz braterskiej komunii – jest nim miłosierdzie, dar, bliskość wobec potrzebujących, zepchniętych na margines, biednych, samotnych, chorych, obcych, innych rodzin przeżywających kryzys, świadomi słów Pana: „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20, 35). Jest to dar dóbr, towarzyszenia, miłości i miłosierdzia, a także świadectwo prawdy, światła i sensu życia.

Szczytem, który wszystko zbiera i podsumowuje różne wątki komunii z Bogiem i bliźnim jest niedzielna Eucharystia, kiedy rodzina z całym Kościołem zasiada do stołu z Panem. Daje się On nam wszystkim, pielgrzymom w historii ku ostatecznemu spotkaniu, kiedy „Chrystus będzie wszystkim we wszystkich” (Kol 3,11). Z tego powodu, na pierwszym etapie naszego procesu synodalnego zastanawialiśmy się nad towarzyszeniem duszpasterskim i dostępem do sakramentów osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach.

My, ojcowie synodalni prosimy, abyście podążali wraz z nami ku następnemu synodowi. Niech się nad wami unosi obecność rodziny Jezusa, Maryi i Józefa w ich skromnym domu. Także i my, jednocząc się z Rodziną z Nazaretu, wznosimy do Ojca nas wszystkich naszą modlitwę za rodziny ziemi:

Ojcze, daj wszystkim rodzinom obecność małżonków mężnych i mądrych, którzy byliby źródłem rodziny wolnej i zjednoczonej.

Ojcze, daj rodzicom, by mieli dom, gdzie mogliby żyć ze swoją rodziną w pokoju.

Ojcze, daj dzieciom, by były znakiem ufności i nadziei a młodym odwagę stałego i wiernego zaangażowania.

Ojcze, daj wszystkim możliwość zarabiania na chleb własnymi rękoma, zasmakowania pokoju ducha i żywego podtrzymywania pochodni wiary, nawet w czasach ciemności.

Ojcze, daj nam wszystkim, byśmy widzieli rozkwit Twojego Kościoła, coraz bardziej wiernego i wiarygodnego, miasta sprawiedliwego i humanitarnego, świata, który kocha prawdę, sprawiedliwość i miłosierdzie.

za: www.episkopat.pl

Zaproszenie do ostrzeszowskiego kina21 października 2014

 

Wszystkie bilety po 12 zł

Seanse:

  • sobota 25 paź g. 15:00
  • niedziela 26 paź g. 14:30
  • wtorek 28 paź g. 15:30
  • dodatkowy seans: środa 05 listopada, godzina 17.00

Czas projekcji: 116 minut

Jak zatrzymałem edukację seksualną10 października 2014

Świadectwo ojca, który odkrył zakamuflowaną deprawację w programie szkoły swej córki. A także propozycje dla każdego rodzica w Polsce – na końcu tekstu.

Jak zatrzymałem edukację seksualną ROMAN KOSZOWSKI /FOTO GOŚĆ

Przypadkowo zaangażowałem się w zatrzymanie „edukacji seksualnej” w gimnazjum mojej córki.

Było tak: 11 września b.r. musiałem pójść na zebranie rodziców w 1 klasie gimnazjum. Wybrano mnie tam do Rady Rodziców. Głosowaliśmy nad dziesięcioma uchwałami. Osiem zostało przeczytanych i uchwalonych. Były proste i przeważnie głosowaliśmy wszyscy za uchwaleniem. Dwie ostatnie uchwały dotyczyły „Programu wychowawczego” i „Programu profilaktycznego”. Niestety Pani przewodnicząca nie miała ze sobą tych „Programów”, ale mówiła, że są standardowe i były przygotowywane w zeszłym roku przez poprzednią Radę Rodziców w porozumieniu z Radą Pedagogiczną. Zostaliśmy też poinformowani, że „Ustawa o systemie oświaty” mówi, że programy muszą być przyjęte do 30 września. W związku z tym, że następne nasze spotkanie będzie w połowie października, to dzisiaj powinniśmy je uchwalić. Jeżeli nie uchwalimy, to dyrektor, w porozumieniu z organem sprawującym nadzór pedagogiczny, przyjmie własny program, który może być gorszy.

Wydawało mi się niezręczne to, że mieliśmy głosować nad czymś, o czym nie mieliśmy pojęcia. Poprosiłem, abyśmy te Programy otrzymali e-mailem, a potem zagłosujemy również mail-em.

Otrzymaliśmy maila po czterech dniach, tj. 15 września wieczorem. Tam była informacja, że uwagi powinniśmy wnieść do 18 września. Wydało mi się dziwne, że wysłanie maila zajęło przewodniczącej 4 dni, a my musieliśmy zapoznać się z materiałem i przesłać uwagi w ciągu 3 dni. W związku z tym zacząłem studiować „Programy” bardzo dokładnie.

„Program wychowawczy” był dobry. „Program profilaktyczny” był również dobry, poza jednym wyjątkiem. Na trzeciej stronie były następujące informacje:

 

Chciałem otrzymać materiały do programu „Bezpieczniejszy nastolatek”. W związku z tym, że w tabeli napisane jest, że organizują to psycholodzy i pedagodzy, więc poszedłem tym tropem. 16 września poszedłem do poradni psychologiczno-pedagogicznej, która zajmuje się w tym gimnazjum. Uprzejmie poprosiłem o materiały do w/w programu. Pani była zdziwiona, bo niestety nie słyszała o tym programie, mimo że nadzoruje to gimnazjum od kilkunastu lat. Pokazałem jej tabelkę, w której napisane jest, że to organizuje psycholog i pedagog. Przejrzała tabelkę i powiedziała, że według tego co widzi, to „Program” ten może przynieść więcej szkody niż pożytku. W związku z tym, że ona nadzoruje szkolnych psychologów i pedagogów, zaprosiła mnie na spotkanie z nimi następnego dnia. Niestety psycholog szkolny też nie udostępnił mi materiałów do tego programu. 16 września poprosiłem o analizę „programu edukacji seksualnej” przez eksperta zewnętrznego. 17 września otrzymałem mailem merytoryczną analizę „programu edukacji seksualnej”. W skrócie powiem, że ekspert zewnętrzny bardzo krytycznie ocenił program „Edukacji seksualnej”.

Analizę tę wysłałem do rodziców z klasy i przewodniczącej Rady Rodziców z prośbą o przesłanie do członków RR, którzy mieli sami określić, czy wyślą do swoich klas. Tylko przewodnicząca miała kontakty do pozostałych członków RR. Niestety nie wysłała im tych informacji.

Jeszcze tego samego dnia, 16 września: wieczorem poszukałem w internecie programu „Bezpieczniejszy nastolatek”. Okazało się, że prowadzi go zewnętrzna Fundacja. Poprosiłem ich o materiały, ale niestety do tej pory ich nie uzyskałem, zamiast tego w mailu od Fundacji otrzymałem taką informację: „ Zajęcia prowadzone są metodami interaktywnymi (m.in. burza mózgów, praca w parach, praca w grupach)”. Ciarki mi przeszły po plecach, bo wyobraziłem sobie, że obca osoba robi tam co chce.

Na początku chciałem tylko uzyskać wiedzę na ten temat. Edukacja w sprawach seksualności jest ujęta w ramy przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Wszystkie wymienione w rubryce „Edukacja seksualna młodzieży” tematy znajdują się w podstawie programowej przedmiotu. Książkę „Wychowanie do życia w rodzinie” widziałem i bardzo podoba mi się kontekst, w którym te tematy są poruszane. To samo chciałem uzyskać od „edukatorów seksualnych” – książkę lub inne materiały. Niestety, trafiłem na blokadę informacyjną, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś niefajnego jest w tym programie.

Okazało się, że tylko rodzice, którzy złożyli oświadczenie, że nie chcą „Edukacji seksualnej”, mogli dzieci ochronić przed tym. Niestety rodzice nie byli informowani o zajęciach z „Edukacji seksualnej”. Skoro nie wiedzieli, to nie składali oświadczenia, a w związku z tym większość dzieci była poddana temu programowi.

Wtedy odpuściłem. Uznałem, że jest jakaś moc, która promuje ten program i musi to być przeprowadzone. Będąc jednak w szkole złożyłem oświadczenie, że nie chcę aby moja córka była „edukowana seksualnie”. Szkoda było mi tylko dzieci, które będą „edukowane seksualnie”, a ich rodzice nawet nie będą o tym wiedzieli.

Kilka dni potem otrzymałem mail-a od Przewodniczącej RR, że zwołuje nadzwyczajne zebranie RR 30 września (wg Ustawy o systemie oświaty jest to ostatni dzień na uchwalenie programów profilaktycznego i wychowawczego). Na zebraniu okazało się, że żaden z członków Rady Rodziców nie wiedział o „edukacji seksualnej” w szkole!!! Można przyjąć założenie, że w takim razie większość rodziców nie wiedziała o tym programie!!!

Zdałem relację z moich doświadczeń. Stał się cud: Rada Rodziców przegłosowała, że uczestnictwo ucznia w edukacji seksualnej wymaga pisemnej zgody rodzica.

Wcześniej rodzice nie zgłaszali sprzeciwu, bo nie wiedzieli o planach „edukowania seksualnego” ich dziecka. Obecnie, jeśli nie będą o tym wiedzieli i nic nie zgłoszą, to ich dziecko nie będzie „edukowane seksualnie”. Jest to odwrócenie sytuacji o 180 stopni. W ten sposób można uratować większość dzieci przed deprawacją seksualną w szkole.

Jestem zaskoczony nie tym, że wygrałem z „Edukatorami seksualnymi”, ale tym, że wygrana przyszła tak łatwo. Zaskoczyła mnie również pozytywna reakcja zarówno rodziców, dyrektora oraz Rady Pedagogicznej. Jak się tak głębiej zastanowić, to „promotorów edukacji seksualnej” w tej szkole można policzyć na palcach jednej ręki. Trudno mi to pojąć, że kilka osób mogło narzucić większości seksualizację dzieci. Wygrałem bitwę z Goliatem, ale wojna w całej Polsce trwa nadal.

W tej sytuacji mam dwie propozycje dla rodziców w całej Polsce:

  1. Przygotowałem „Oświadczenie” (poniżej – do pobrania), które należy złożyć w sekretariacie placówki oświatowej do której chodzą nasze pociechy, np.: przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum. Nie ma znaczenia czy obecnie w placówce jest „edukacja seksualna” czy nie. Warto złożyć w każdym przypadku bo to daje gwarancję zabezpieczenia dziecka teraz oraz w przyszłości. To, że dzisiaj nie ma tego programu to nie znaczy, że jutro nie zostanie wprowadzony.

Idealnie byłoby, abyśmy dotarli z „Oświadczeniem” do wszystkich rodziców.

  1. Warto też aby odpowiedni rodzice byli wybierani do trójek klasowych oraz Rady Rodziców. Z mojego doświadczenia wynika, że jak ktoś chce, to będzie wybrany. Większość unika prac społecznych. Tylko będąc w Radzie Rodziców możemy mieć realny wpływ na programy wychowawcze i profilaktyczne, w których może być wiele dobrego, ale też złego. Pamiętajmy, że w/w programy są przygotowywane na wiosnę, a uchwalane już przez nową R.R. we wrześniu następnego roku szkolnego. Rodzice muszą patrzeć na to, czego uczą dzieci w placówkach oświatowych, a w szczególności poza tradycyjnymi przedmiotami umieszczonymi w planie lekcji. Największa demoralizacja odbywa się z wykorzystaniem „specjalistów” z zewnętrznych fundacji i stowarzyszeń, którzy nie są kontrolowani w sposób właściwy. Uważam, że te organizacje wymagają głębokiej kontroli rodzicielskiej. Rodzice w prawie polskim mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Nie musimy się poddawać narzuconym przekonaniom innych ludzi.

Andrzej K. (dane autora znane redakcji)

http://gosc.pl/files/14/10/10/943009_Oswiadczenierodzica.pdf

za: www.gosc.pl

Coś na oko27 stycznia 2014

Warto odwiedzić

AdonaiBiblijni.plCaritas Diecezji KaliskiejDeonDiecezja KaliskaKonferencja Episkopatu PolskiMateusz.plNiedziela.plOpiekunOpokaOśrodek Szkoleniowo - Wypoczynkowy PaschaRadio RodzinaWiara.pl